W Zwardoniu śnieg leży nawet do kwietnia, ale turystów niewielu? Zwardoń chce to zmienić i błyszczeć

Czytaj dalej
Fot. Facebook/Zwardoń SKI
Jakub Marcjasz

W Zwardoniu śnieg leży nawet do kwietnia, ale turystów niewielu? Zwardoń chce to zmienić i błyszczeć

Jakub Marcjasz

Jedziemy do Zwardonia, nazywanego niegdyś „małą Szwajcarią”. Kiedyś był tu najdłuższy orczyk w Beskidach. Dlaczego dziś turystów tu brak, choć śnieg leży nawet do kwietnia, a widoki zapierają dech w piersiach?

Specjalnie ułożoną piosenką, ciastem i oscypkami - tak w czerwcu został powitany na końcowej stacji intercity Inka relacji Warszawa-Żywiec-Zwardoń. - Pociąg ze stolicy na Żywiecczyznę był przez nas wyczekiwany od prawie dziesięciu lat. Mamy nadzieję, że zostanie już na stałe - mówił wówczas Mariusz Bury z Komitetu Mieszkańców Stacja Żywiecczyzna, który zabiegał o połączenie.

W przeszłości dla wielu turystów to właśnie kolej była głównym sposobem dotarcia do Zwardonia, wsi w powiecie żywieckim.

- Pamiętam Zwardoń z lat 80. i 90., kiedy niemal co roku przyjeżdżaliśmy tam w lecie, a często też w zimie. Zwardoń wówczas wyróżniał się na tle innych miejscowości Beskidu Żywieckiego - opowiada Łukasz Zalega, turysta z Dąbrowy Górniczej. - Sporo restauracji i pensjonatów, olbrzymia liczba wyciągów orczykowych, a przy okazji węzeł szlaków turystycznych. Tam niemal zawsze byli turyści, a w zimie narciarze! Pan Łukasz wspomina, że w weekendy rzadko kiedy można było trafić na wolne miejsce w schronisku PTTK. Pozostawała „gleba” albo spacer na Skalankę do schroniska studenckiego. A w zimie - zakorkowana droga do granicy. I to bynajmniej nie przez „mrówki”, ale przez narciarzy, wszak najciekawsze stoki były właśnie przy granicy w przysiółku Myto oraz pod Rachowcem, bo to tam funkcjonował jeden z najdłuższych wówczas orczyków w Beskidach. Tak było kiedyś. A dziś?

Dziś symbolem upadku „Małej Szwajcarii” są z pewnością rdzewiejące niemal na każdej większej polanie wyciągi orczykowe, second hand w miejscu największej restauracji w centrum, straszący na granicy niewykorzystany terminal oraz zamknięte schronisko PTTK - to samo, które funkcjonowało tam od lat 30. XX wieku. - Góry nie wyparowały, od wielu już lat w Polsce panuje moda na aktywny tryb życia, dlaczego więc ze Zwardoniem stało się to, co się stało? - zastanawia się Łukasz Zalega.

W dalszej części przecztasz jakie co zmienić ma się w Zwardoniu...

Pozostało jeszcze 63% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Jakub Marcjasz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.