„Wiersze powinny mieć głos”. Dziewczyny z Lublina dają głos ukraińskim poetkom

Czytaj dalej
Fot. Agnieszka Ląkocy-Sulej i Konrad Walachniewicz
Joanna Jastrzębska

„Wiersze powinny mieć głos”. Dziewczyny z Lublina dają głos ukraińskim poetkom

Joanna Jastrzębska

Ukraińskie poetki nazywają tragedie, na opisanie których brakuje słów. Piszą wiersze o wojnie, a dziewczyny z Lublina nagrywają ich tłumaczenia i wrzucają do internetu.

„Nikt mi nie opowiedział, jak to przeżywać” – tym zdaniem odczytanym pod Centrum Kultury otwarty został poetycko-filmowy cykl „Poetki na czasy wojny”. Pochodzi z wiersza bez tytułu autorstwa Oksany Gadżij. Czytała go Jolanta Prochowicz, inicjatorka akcji i współredaktorka antologii „Poetki na czasy zarazy”, z którą akcja wideo jest ściśle związana.

– Książka była odpowiedzią na trudny czas w naszym funkcjonowaniu: pandemii, ale też zarazy rozumianej znacznie szerzej. Książka, mówiąc językiem marketingowym, zaskakująco szybko się sprzedała. Nakład jak na poezję był duży: 1000 egzemplarzy, czyli ponad trzy razy więcej niż średni nakład tomu poetyckiego w Polsce. Wydawnictwo WBPiCAK zdecydowało się na drugie wydanie, a my postanowiliśmy, że skoro mamy możliwość, chcemy zareagować na to, co się dzieje w świecie – tłumaczy Prochowicz.

Reakcją na wojnę w Ukrainie było powiększenie liczby zebranych w antologii utworów o dodatkowych sześć, z których każdy został napisany przez ukraińskie poetki.

– Pomyślałam sobie: kurczę, to są nasi najbliżsi sąsiedzi, a my tak mało wiemy o ich literaturze. Teraz do nas przyjeżdżają i fajnie byłoby mieć o ich kulturze jakieś wyobrażenie. Jestem nauczycielką i postanowiłam przeczytać wiersz ukraińskiej poetki na zajęciach z filozofii. Zapytałam uczniów, czy kiedykolwiek czytali coś, co zostało napisane przez osoby z Ukrainy. Jeśli nie wiersz, to może opowiadanie, książkę, a może chociaż oglądali film. Nikt, absolutnie nikt w każdej z czterech klas nie odpowiedział twierdząco – dodaje Prochowicz.

Wzrost zainteresowania ukraińską poezją odczuwa jednak Aneta Kamińska, tłumaczka, która przełożyła sześć tekstów wybranych przez redaktorów antologii. Przekładami zajmuje się od lat, a od 24 lutego skończyła pracę nad przynajmniej kilkudziesięcioma wierszami. Dziennie stosik wartych przełożenia tekstów rośnie o kilka.

– Teraz wszyscy chcą czytać ukraińską poezję – mówi „Kurierowi”. Kamińska ma kontakt z ukraińskimi twórczyniami i twórcami i podkreśla, że to zainteresowanie jest dla nich bardzo ważne. Przyznaje jednak, że duża część twórców jest zajęta nie pisaniem następnych wierszy, ale walką z bronią w ręku albo udzielaniem pomocy potrzebującym. Kamińskiej towarzyszy przekonanie, że z przekładem powstających teraz wierszy nie powinna czekać. – Dla mnie ważne jest, żeby tłumaczyć je od razu, na bieżąco, dlatego że dzięki mediom my, po drugiej stronie ekranu, przeżywamy to w tym samym momencie. Wiersze nie tylko pozwalają zrozumieć co czują Ukraińcy, ale wyrażają również nasze emocje – dodaje Aneta Kamińska.

W drugim wydaniu antologii pojawią się m.in. Iryna Szuwałowa, Oksana Gadżij, Daryna Hładun i Hałyna Kruk. Jaka to poezja?

– Mało w niej bohaterstwa. To wiersze, które są blisko ciała, blisko codzienności. Pojawiają się w nich pantofle na obcasach, zwierzęta, które się karmi, chociaż wie się, że nie przeżyją, i dzieci, które nie chcą iść do schronu. Nie ma dużych słów i dumy narodowej, jest zwykłe, małe życie – mówi Jolanta Prochowicz.

Redakcją antologii od początku zajmuje się z Bartoszem Wójcikiem, który w poezji pisanej w środku wojny upatruje również funkcji dokumentacyjnej.

– Mamy wiele wybitnych tekstów w literaturze o drugiej wojnie światowej. One oczywiście nie straciły siły emocjonalnej, ale po latach odbieramy je inaczej, bo lepiej rozumiemy samo wydarzenie. Nad aktualną poezją ukraińską na pewno nie wszyscy literaturoznawcy chcieliby pracować, bo uważają, że temat musi się „odleżeć”. Ale ja sądzę, że jedną z funkcji literatury jest społeczne włączanie się w to, co się dzieje. Chociaż nie o wszystkim wiemy. Nie wiemy, czy w czasie naszej rozmowy osoby, o których mowa w wierszach, nadal są bezpieczne. Ta poezja jest bardzo wyjątkowa, bo nie mamy do czynienia z typowymi postaciami literackimi, ale uczestnikami realnej wojny – mówi Wójcik.

Kamera, akcja

Projekt „Poetki na czasy wojny” koordynuje Jolanta Prochowicz, związana z Fundacją Camera Femina, i Magdalena Krasuska z Domu Słów. Wybrały 20 utworów tłumaczonych przez Anetę Kamińską (w tym wiersze opublikowane w antologii) i zaprosiły do ich przeczytania 20 dziewczyn z Lublina.

– Zgłaszamy się do bardzo różnych dziewczyn: z instytucji kultury, artystek, dziennikarek, związanych z urzędami. Nie zdarzyło się, żeby któraś nam odmówiła – mówi Magdalena Krasuska.

Do tej pory opublikowanych zostało sześć nagrań. Udział w dotychczasowych produkcjach, poza koordynatorkami, wzięły lubelskie poetki i dyrektorka muzeum.

– Nasze czytanie jest oczywiście symbolicznym gestem solidarności, ale takich dzisiaj też potrzebujemy, obok zbiórek, zrzutek, wolontariatów. Znajomy napisał, że rosyjskie zbrodnie w Ukrainie odbierają nam słowa i zapominamy, jak nazwać zło. Więc może kiedy czasem nam zabraknie słów, niech mówią wiersze, niech one nazywają zło – mówi Sara Akram, laureatka „Żurawi – lubelskich wyróżnień kulturalnych” oraz 15. edycji Pracowni Twórczej „Połów”. Wybrała utwór Iryny Wikyrczak, który nie ma tytułu, ale zaczyna się od słów: „Jesteś poetką, mówią, oczekujemy, że dasz nam odpowiedzi". Jak wspomina udział w projekcie? – Nagrywaliśmy na dworcu PKS, kamera była ustawiona raz blisko, raz daleko. Kiedy była bliżej, ludzie ją zauważali i nas omijali, ale kiedy stała dalej, zrobiła się jakby niewidzialna. Czytałam wiersz, a ludzie wchodzili w kadr, nikt na mnie nawet nie spojrzał – wyjaśnia Akram.

– Wydawało nam się to w jakiś sposób symboliczne – uzupełnia Magdalena Krasuska, która również była obecna na dworcu podczas nagrania.

Wiersz przeczytała także Aleksandra Kanar, zwyciężczyni drugiej edycji Ogólnopolskich Mistrzostw Slamu Poetyckiego. Wybrała „Poetka nie może pisać o wojnie” Iryny Szuwałowej.

– Udział w projekcie był dla mnie nieocenionym przeżyciem przede wszystkim dzięki temu, że miałam okazję poznać głosy, punkty widzenia poetek doświadczonych przez dramaty, których mam przywilej nie znać osobiście. Ta poezja zburzyła mój spokój, wytrąciła mnie z codzienności, dała zmianę perspektywy. Myślę, że literatura w ogóle jest sposobem na przynajmniej częściowe oswojenie tego, co nieznane i najtrudniejsze; na zrozumienie nie samej tragedii, ale tego, jak poprzez pisanie osoby ją przetwarzają. Czytajmy poezję ukraińską – apeluje Kanar.

Na liście osób czytających wiersz ukraińskich poetek jest także m.in. Katarzyna Mieczkowska, dyrektorka Muzeum Narodowego w Lublinie, Anna Dąbrowska, prezeska Stowarzyszenia Homo Faber, Jagoda Graboś, poetka lubelska i Alicja Sienkiewicz z Galerii Labirynt. Na nagraniach poza osobami i wierszami są także istotne miejsca.

– Pomyślałyśmy, że na nagraniu czytających dziewczyn możemy pokazać trochę więcej niż je same. Uznałyśmy, że będziemy kręcić w miejscach, które są na różne sposoby związane z tematem wojny i uchodźców. Nagrania powstały więc m.in. pod Centrum Kultury, w którym mieści się siedziba Lubelskiego Społecznego Komitetu Pomocy Ukrainie, i na dworcu PKS, na którym wysiadają uchodźcy – tłumaczy Krasuska.

Nagrania są publikowane na facebookowej stronie Miasta Poezji. Kuratorki cyklu mają świadomość, że w ten sposób docierają nie tylko do osób mieszkających w Lublinie, ale również do miłośniczek i miłośników słowa.

– Poezja to jest po prostu sposób: z jednej strony na dotarcie do ludzi i nawiązanie z nimi relacji, a z drugiej na opowiadanie świata. Oczywiście ten sposób pewnie nie do wszystkich trafia, ja go znalazłam już parę lat temu i się go trzymam. W tym przypadku świat opowiadają ukraińskie poetki – twierdzi Krasuska. Dlaczego uznały, że warto promować twórczość poetycką Ukrainek właśnie przez nagrania wideo? – Chcemy po prostu, żeby zostały usłyszane. Autorki wierszy miały pewnie zaplanowane spotkania autorskie, festiwale i inne wydarzenia, na których czytałyby swoją poezję. Wybuch wojny całkowicie to zablokował. My czytamy te wiersze niejako w ich imieniu, bo one nie mogą się nimi dzielić z publicznością – dodaje.

Projekt ma się zakończyć 28 maja podczas festiwalu Lubelska Scena Poetycka. Wcześniej jednak, w środę 13 kwietnia o godz. 18 w Domu Słów, odbędzie się spotkanie poświęcone cyklowi. Jego punktem kulminacyjnym będzie wspólne czytanie wierszy.

– W wierszach, które są czytane na głos, jest coś innego. Inaczej wybrzmiewają, niż gdybyśmy je po prostu przeczytali w głowie. Wiersze powinny mieć głos – twierdzi Magdalena Krasuska.

Joanna Jastrzębska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.