Teresa Semik

Wilnian i Ślązaków połączyli wielcy romantycy i kult Matki Boskiej. Lepiej się rozumieli

Wilnian i Ślązaków połączyli wielcy romantycy i kult Matki Boskiej. Lepiej się rozumieli Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Teresa Semik

„W Wilnie nie było kapeli na stacji, nie było triumfalnej bramy, lecz było wschodzące słońce, a w słońcu najpiękniejsze miasto polskie. W Wilnie była przede wszystkim Matka Boska Ostrobramska ”.

Tak Gustaw Morcinek opisuje wycieczkę Ślązaków do Wilna w 1938 roku. I dodaje, że „oczy im się pociły” od wzruszenia: „Modlili się wszyscy przykładnie, a wilnianie zdumieni przystawali i patrzyli, skąd tylu ludzi nabożnych. Przyplątał się również złodziej przebrzydły, który naszemu księdzu proboszczowi przeciął brzytewką pas skórzany - przechera stodiabelna - i skradł aparat fotograficzny”.

W okresie międzywojennym kontakty między Śląskiem a Wileńszczyzną stawały się coraz częstsze. I o nich opowiada książka „Między Śląskiem a Wileńszczyzną” pod redakcją Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz, Joanny Januszewskiej-Jurkiewicz i Ewy Żurawskiej. Jest pokłosiem interdyscyplinarnej konferencji, która odbyła się w Katowicach przed trzema laty.

To ważna książka, bo odpowiada tym Ślązaków, którzy głoszą, że wielka literatura romantyczna była tu obca, podobnie jak cała historia polskich Kresów. Nie tak znów dawno zdumienie wywołała wypowiedź posła Marka Plury, który wyrażał radość, że jego dziatki nie będą katowane w gimnazjum ani „Panem Tadeuszem”, ani „Trylogią”, a jemu samemu bliższy jest patriotyzm Josepha von Eichendorffa, a nie polskich romantyków.

Prof. Krystyna Heska-Kwaśniewicz z UŚ twierdzi, że na Śląsku kult Mickiewicza był wręcz ogromny. Przyczynił się do tej popularności Karol Miarka, który w Mikołowie wydawał monumentalną serię dzieł poetów romantycznych. Choć do pierwszej wojny bezpośrednich więzi między Ślązakami a mieszkańcami Wileńszczyzny prawie nie było, to łączyła ich właśnie literatura romantyczna.

Jak w Wilnie pachną bzy?

Oba regiony niemal równocześnie weszły w skład II Rzeczypospolitej, w tym samym 1922 roku i zamknęły proces kształtowania granic Polski. Zaskakujące jest to, że w latach 1919-1921 zarówno w prasie śląskiej, jak i wileńskiej pojawiało się wiele informacji o wydarzeniach na tych ziemiach.

Henryk Cepnik, dyrektor Teatru Dramatycznego na Pohulance w Wilnie, od razu odpowiedział na telegram Wojciecha Korfantego, aby przyjeżdżał na Śląsk. Władze plebiscytowe były zainteresowane otwarciem teatru polskiego na Górnym Śląsku, bo wokół były tylko teatry niemieckie. Jak twierdzi dr hab. Andrzej Linert z UJ, Cetnik w 1920 roku przyjechał na Śląsk z szesnastoma aktorami Teatru na Pohulance. Teatr Polski w Katowicach tworzyło wówczas właśnie środowisko wileńskie.

Przedwojenne władze Polski zachęcały do zwiedzania kraju i wzajemnego się poznawania.

- Drużyny harcerskie, które w znacznym stopniu składały się nie z uczniów, a z młodych robotników, organizowały objazdy rowerowe po Polsce, m.in. sięgając na Wileńszczyznę - przypomina dr hab. Joanna Januszewska-Jurkiewicz z UŚ. - Wyruszały z Rudy Śląskiej czy innych miast. Harcerze śląscy obozowali m.in. nad Naroczą. Z kolei młodzi z Wilna odwiedzali przemysłowy Śląsk i wędrowali po Beskidach.

Orędownikiem harcerskich wyjazdów był wojewoda śląski Michał Grażyński. Krystyna Heska-Kwaśniewicz przypomina, że zdaniem Grażyńskiego „w Wilnie najmocniej pachniały bzy”. Drużynowym „Błękitnej Jedynki Wileńskiej przy Gimnazjum im. Zygmunta Augusta został Cieszyniak, harcerz Ludwik Kohutek, ewangelik, który w Wilnie studiował prawo.

Odwiedzali się wzajemnie sportowcy i rozgrywali mecze. Ruszali do Wilna nauczyciele. Zwiedzając szkoły zauważyli, że są szatnie, że takie pomieszczenia trzeba wygospodarować w szkołach śląskich.

Związki Śląska z Wileńszczyzną utrwalał ruch pielgrzymkowy. W drugiej połowie lat 30. ruszało ze Śląska do Ostrej Bramy, co roku, od 500 do 1000 Górnoślązaków. Religia katolicka na Wileńszczyźnie miała duże znaczenie w kształtowaniu tożsamości.

- Kiedy na Wileńszczyźnie pytano, kim jesteś? - padała odpowiedź, że tutejszy, że polskiej wiary - przypomina Joanna Januszewska-Jurkiewicz.

Wybitny fotografik Jan Bułhak spod Nowogródka, odbył podróż na Śląsk w 1936 roku. Przyjął zlecenie władz wojewódzkich, by utrwalić region na fotografii. W Muzeum Górnośląskim w Bytomiu jest kolekcja jego zdjęć.

W Wilnie uczeni ze Śląska byli nieliczni, ale zwraca uwagę dorobek Cieszyniaka, prof. Kornela Michejdy, który stworzył od podstaw Katedrę Chirurgii Uniwersytetu im. Stefana Batorego, przez dwie kadencje był dziekanem Wydziału Lekarskiego. Pracował Uniwersytecie Wileńskim do 1939 roku.

Z Wilna przyjechał do Katowic Leon Markiewicz, współtwórca życia muzycznego na Śląsku. Pochodzący z Wilna uczeni tworzyli Politechnikę Śląską, Śląską Akademię Medyczną i Uniwersytet Śląski.

Już przed wojną dużą popularnością cieszyła się na Wileńszczyźnie twórczość Gustawa Morcinka. On sam chętnie podróżował do międzywojennego Wilna. Po raz pierwszy odwiedził to miasto w roku 1930, by uczestniczyć w spotkaniu literackim, następnie w roku 1935, aby nagrać audycje radiową, a w 1938 roku ruszył na wycieczkę zorganizowaną przez Wspólnotę Interesów Górniczo-Hutniczych SA. Rok później pojechał z odczytem na Uniwersytet im. Stefana Batorego.

Aleksandra Pethe, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego twierdzi, że Gustawa Morcinka postrzegano na Wileńszczyźnie jako świetnego regionalnego pisarza. Z jego twórczości czerpano wiedzę o Śląsku i jego mieszkańcach. Ślązak jest: „Twardy, ostry, zaciekły a czujny”, pisała prasa po spotkaniu z Morcinkiem. W tych relacjach autorzy publikacji zauważyli też, że: „Język Ślązaków jest bardzo archaiczny, jest jakby zachowanym do dzisiaj staropolskim językiem Reja”.

Czesław Miłosz na Śląsku

W czasie studiów prawniczych w Wilnie, w latach 30., Czesław Miłosz dzielił pokój w akademiku z Władysławem Ryńcą. Wprawdzie uważał go za Ślązaka i tak o nim pisał, ale Ryńca pochodził z Dąbrowy Górniczej. Z tamtej perspektywy wydawało się to bez znaczenia, zwłaszcza że studenci z tej części Polski trzymali się razem w Akademickim Kole Zagłębian i Ślązaków.

Po raz pierwszy Miłosz pojawił się w Katowicach w 1949 roku na zjeździe artystów plastyków, na którym uznano za obowiązującą w sztuce doktrynę socrealizmu. Pełnił wtedy funkcję attache kulturalnego w ambasadzie w Waszyngtonie i przyjechał na krótko do Polski. Anna Szawerna-Dyrszka, prof. UŚ twierdzi, że ta wizyta przyczyniła się do decyzji o emigracji. Podczas tej jednodniowej wizyty w Katowicach, wieczorem Miłosz obejrzał w Teatrze Śląskim komedię Szekspira „Jak Wam się podoba” w swoim tłumaczeniu.

W Katowicach gościł następnie w 1993 roku, już jako noblista. Przyjechał na uroczystość nadania tytułu honoris causa UŚ Josifowi Brodskiemu. Uczestniczył w meetingu poetyckim z udziałem także Stanisława Barańczaka, Tomasa Venclovy. Rok później Miłosz znów był w Katowicach, ale wtedy mieszkał już w Krakowie i promował książki: „Wypisy z ksiąg użytecznych” i „Na brzegu rzeki”. Kolejny raz pojawił się tu w 1999 roku z najnowszymi książkami: „Wyprawa w dwudziestolecie” i „Świat. Poema naiwne”.

Teresa Semik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.