Wisła 20 lat po małyszomani. Czy w Wiśle spotkamy Adama Małysza?

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banas / Polska Press
Andrzej Drobik

Wisła 20 lat po małyszomani. Czy w Wiśle spotkamy Adama Małysza?

Andrzej Drobik

Są ludzie, którzy nazywają go legendą. Jeśli tak jest, to jest to legenda z krwi i kości, taka, którą można spotkać i zobaczyć na własne oczy. Adam Małysz mimo zakończenia kariery sportowej ciągle jest niezwykle popularny. Chętnie z tej popularności korzysta, chociażby w reklamach, ale stąpa też twardo po ziemi - chociażby jako działacz PZN.

Dwadzieścia lat temu w Polsce właśnie zaczynało się zjawisko, które przejdzie do historii. Kibice dobrze znali już nazwisko Adama Małysza, po kolejnych sukcesach jego sława zaczęła szybko wychodzić poza świat sportowy. W sobotnie popołudnia całe rodziny czekały przed telewizorami na skoki Orła z Wisły. Szczyt popularności polskiego skoczka nadszedł podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Salt Lake City w lutym 2002. To wtedy osiągnięto prawdziwy rekord oglądalności. Zdobycie przez Adama Małysza brązowego medalu zgromadziło 10 lutego 2002 roku przed telewizorami łącznie 20,64 mln widzów. To wynik, który być może nigdy nie zostanie pobity przez żadnego polskiego sportowca.

- Rzadko programy telewizyjne osiągają magiczną granicę oglądalności 10 mln widzów, a dzięki Małyszowi udało się ją pokonać wielokrotnie - komentował Krzysztof Guzowski, specjalista TNS OBOP.

Małyszomania trwała długo. Pod domem skoczka gromadziły się tłumy fanów. Kiedy Adam Małysz przeprowadził się do nowego domu w Wiśle-Głębcach, zadbał o swoją prywatność. W szczycie popularności tabloidy śledziły każdy jego ruch, pisały też chętnie o jego żonie Izabeli. Dzisiaj zainteresowanie życiem skoczka jest oczywiście mniejsze, choć jego popularność niezmiennie trwa.

Piękne chwile U Bociana, Wisła ciągle przypomina mistrza

Kiedy Małysz wygrywał w Kuopio, jego najzagorzalsi fani gromadzili się w barze „U Bociana” w Wiśle-Głębcach przy ulicy Kopydło. Na ścianach wisiały portrety mistrza, wszędzie pełno pamiątek i trofeów. Zwykle to tutaj skoki Adama oglądał jego ojciec, Jan Małysz, który w czasie pierwszych sukcesów syna stawiał kibicom beczkę piwa. W 2010 roku zmarł właściciel baru Tadeusz Ficek i choć bar „U Bociana” istnieje nadal, daleko mu do atmosfery z czasów małyszomanii. W tej przytulnej piwiarni mieści się obecnie fanklub Adama Małysza - miejsce spotkań jego wiernych kibiców. Można tu też obejrzeć (i kupić) pamiątki związane z naszym mistrzem.

Prawdziwe królestwo pamiątek znajduje się jednak w Galerii Sportowych Trofeów Adama Małysza przy ul. 1 Maja w Wiśle-Oazie.

- W sezonie letnim i zimowym mamy cały czas mnóstwo gości. Ludzie chętnie odwiedzają galerię, zadają też sporo pytań. Interesuje ich, gdzie obecnie mieszka Adam Małysz, co robi, czy pojawia się w galerii - mówi Agata Legierska, która pracuje w galerii trofeów Orła z Wisły.

Zbiory są tam zresztą niezwykle bogate. Możemy zobaczyć niektóre nagrody jeszcze z dzieciństwa Adama Małysza, trofea z najważniejszych konkursów, prezenty od kibiców, odznaczenia państwowe czy w końcu trofea z Rajdu Dakar. Pamiątek po Małyszu jest naprawdę sporo - są trzy sale i około 450 pucharów i medali, w tym te najważniejsze z olimpiad i konkursów Pucharu Świata.

Galeria została założona przez Adama i Izabelę Małyszów przy działającej w tym miejscu fundacji. Choć dzisiaj fundacja już nie działa, dochody z prowadzenia tego niezwykłego muzeum przekazywane są na cele dobroczynne.

Zjeść Ciacho Mistrza, zobaczyć niezwykłą rzeźbę

Na Rynku w Wiśle, czyli na placu Hoffa, stoi Dom Zdrojowy. W jego hallu można bezpłatnie podziwiać wykonaną z białej czekolady figurę Adama Małysza. Rzeźba jest obowiązkowym punktem wszystkich wycieczek, które odwiedzają Wisłę, od wielu lat cieszy się niesłabnącą popularnością. Figurę wykonali członkowie Stowarzyszenia Cukierników RP. Powstała z bloku czekolady o masie 330 kg. Postać ma wysokość 2,5 m i waży 180 kg. Na placu Hoffa znajduje się też wmurowana gwiazda, która de facto zapoczątkowała aleję gwiazd sportu w tej miejscowości. To jednak nie wszystko, od wielu lat niesłabnącym powodzeniem cieszy się tzw. Ciacho Mistrza w cukierni „U Janeczki”. Ciacho Mistrza AM AM powstało niemal równo z pierwszymi, największymi sukcesami Małysza. Ciastko złożone z biszkoptu czekoladowego i przedzielone masą bananową oraz czekoladową figurką skoczka szybko stało się wiślańskim odpowiednikiem wadowickich papieskich kremówek. Kiedy Adam Małysz kończył karierę w skokach narciarskich, mieszkańcy Wisły postanowili mu podziękować. Jednym z ważnych elementów obecnych na imprezie w wiślańskim amfiteatrze było ważące aż 35 kilogramów Ciacho Mistrza.

Takich „smaczków” w Wiśle ciągle spotkamy jeszcze trochę. Wystarczy przespacerować się po mieście, żeby przekonać się, że Adam Małysz ciągle jest tu niezwykle popularny i chętnie przypominany przez mieszkańców. Nic dziwnego. Kariera jednego człowieka zmieniła ten beskidzki kurort i popchnęła go na nowe tory.

Jak jeden człowiek zmienił losy miasta

Gdyby nie błyskotliwa kariera Adama Małysza, Wisła byłaby ciągle popularnym beskidzkim kurortem, ale wszyscy przyznają, że małyszomania w niesamowity sposób przyczyniła się do promocji miejscowości. Kiedy Orzeł z Wisły święcił światowe tryumfy, także Wisła nie schodziła z ust kibiców, chociażby przez transmisje z kibicowania „U Bociana”. Co ciekawe, u progu kariery Małysza w Wiśle było ok. 6-7 tys. miejsc noclegowych. Dzisiaj jest ich ponad 11 tysięcy. Oczywiście trudno policzyć, na ile rozrost bazy turystycznej w Wiśle oparty był na małyszomanii, jedno jest jednak pewne - na karierze Orła z Wisły poważnie skorzystała także jego rodzinna miejscowość.

Oprócz aspektu promocyjnego, kariera Małysza popchnęła także Wisłę w kierunku rozwoju okazałej infrastruktury sportowej. Kiedy Adam skakał na olimpiadzie, stare skocznie w Wiśle czas świetności miały już dawno za sobą.

Skocznia narciarska w Wiśle-Malince powstała w 1933 roku na terenach Lasów Państwowych. Początkowo cała konstrukcja skoczni była drewniana. Na przełomie lat skocznia była dwukrotnie modernizowana: w 1953 i 1970 roku. Na fali sukcesów Adama Małysza zdecydowano się na gruntowną zmianę obiektu. W październiku 2003 roku podpisano akt erekcyjny pod budowę skoczni w Wiśle-Malince o punkcie konstrukcyjnym K-120 (HS-134). Prace budowlane rozpoczęły się zimą 2004. Szły zgodnie z planem do sierpnia 2006, gdy doszło do osunięcia się ziemi na zeskoku. Ostatecznie skocznię oddano do użytku nie jak planowano do końca lipca 2007 roku, a rok później - 27 września 2008 i nadano jej imię Adama Małysza. To właśnie patron obiektu oddał pierwszy skok na nowej skoczni.

- Skocznia w ogóle nie powstałaby, gdyby nie talent i sukcesy Adama Małysza. To na fali jego osiągnięć Polacy oszaleli na punkcie skoków narciarskich. I właśnie dlatego zapadła decyzja o budowie - tłumaczył ówczesny burmistrz Wisły, Andrzej Molin. Podkreślał, że pomysł był konsultowany z Adamem Małyszem, skoczek odniósł się do niego życzliwie i zaakceptował go. Pomysł jednak nie wszystkim się wtedy spodobał. Niektórzy byli zdania, że nie powinno się stawiać ludziom pomników za życia.

- To decyzja komitetu organizacyjnego. Nie chcę jej komentować na tym etapie - ucinał Andrzej Wąsowicz, mieszkaniec Wisły i ówczesny wiceprezes Polskiego Związku Narciarskiego.

Budowa skoczni w Wiśle-Malince to swoisty kamień milowy w rozwoju sportów zimowych w Beskidach. W 2010 roku po raz pierwszy w historii na skoczni w Malince odbyły się konkursy FIS Grand Prix. Pierwszy konkurs wygrał... sam patron skoczni. Historyczne, pierwsze zawody prestiżowego Pucharu Świata zostały przeprowadzone 9 stycznia 2013 r. Od tej pory co roku zimą i latem na skoczni odbywają się zawody najwyższej międzynarodowej rangi. Imprezy takiej rangi to dla Wisły ogromne wsparcie promocyjne, a w listopadzie od kilku lat w Wiśle pojawia się kilkanaście tysięcy kibiców. To nie tylko kwestia prestiżu. Według szacunkowych wyliczeń kibice skoków narciarskich w kilka dni zostawiają w Wiśle nawet 7 mln złotych, a niemal wszystkie miejsca noclegowe są w tym terminie zajęte.

Co po małyszomanii? Czyli jak były skoczek zarabia

Kiedy Adam Małysz kończył karierę, eksperci wyliczyli, że przez 17 lat skakania i lądowania z telemarkiem zarobił około 30 milionów złotych. W świecie sportu, szczególnie na najwyższym światowym poziomie, nie jest to zawrotna kwota. Co ciekawe, znacznie więcej mogli zarobić producenci gadżetów związanych z małyszomanią. Kiedyś w Wiśle można było kupić choćby popularne sztuczne wąsy stylizowane na zarost Adama Małysza, kubki, koszulki i wszelkiego rodzaju gadżety. Dzisiaj o takie pamiątki już trudno, choć jak przyznają sprzedawcy w Wiśle, turyści wciąż o nie pytają. Zresztą to podobno sam Adam Małysz starał się ukrócić sprzedawanie swojego wizerunku na różnorodnych gadżetach.

Chętnie udzielał go z kolei w reklamach. Nic w tym dziwnego, bo to one mogły dać mu prawdziwą niezależność finansową jeszcze w czasie kariery. Słynna bułka z bananem jest nieodłącznym elementem rozpoznawalności polskiego sportowca. Ostatnio Adama Małysza możemy zobaczyć w kolejnych reklamach sieci Play, choć jest to kampania niezwykła, bo uczestniczy w niej cała rodzina Małyszów - oprócz skoczka także jego żona Izabela i córka Karolina.

W 2019 roku Małysz zaangażował się także w promocję powstającego właśnie w Wiśle ogromnego pięciogwiazdkowego hotelu. Hotel Crystal Mountain Resort przy ulicy Bukowej będzie największym, obok Hotelu Gołębiewski, hotelem w Wiśle i jednym z największych w Beskidach. Oprócz 500 apartamentów, w obiekcie ma powstać m.in. aquapark. Dzisiaj przy wjeździe do Wisły turystów na bannerach wita właśnie wizerunek Adama Małysza, który poleca inwestycję w tzw. aparthotel. Za niemałe pieniądze można kupić apartament w obiekcie i później wynajmować go z zyskiem. Za udziałw tej kampanii Małysz został zresztą przez część mieszkańców Wisły skrytykowany. Inwestycja jest ogromna, przeciwnicy zabudowywania Beskidów na forach internetowych nie pozostawili na Małyszu suchej nitki.

Ciągle chce pracować, czyli różne ścieżki kariery mistrza

Do Polski, do swego domu w Wiśle, wrócił po zakończeniu kariery jako sportowiec absolutnie spełniony. Choć faktycznie stał się żywą legendą polskiego sportu, zdaje się także bardzo twardo stąpać po ziemi, ale też podejmować nowe wyzwania. Kiedy zabrakło emocji związanych ze skokami, postanowił zostać kierowcą rajdowym. 22 kwietnia 2011 na Torze Wyścigów Konnych Służewiec Adam Małysz ogłosił, że dołączył do zespołu RMF Caroline Team i ze swoim pilotem Rafałem Martonem wezmą udział w kilku rajdach, a jego głównym celem będzie Rajd Dakar. Pierwszy w karierze Rajd Dakar ukończył na 38. pozycji w klasyfikacji generalnej. 13 marca 2013 Małysz dołączył do zespołu Orlen Team, a miesiąc później na Węgrzech odniósł swoje pierwsze zwycięstwo rajdowe. Ten etap kariery nie potrwał jednak zbyt długo, głównie przez problemy ze sponsorami. Ostatecznie Małysz postanowił więc wrócić do świata skoków. W 2016 został dyrektorem - koordynatorem kadry narodowej w skokach narciarskich i kombinacji norweskiej w ramach Polskiego Związku Narciarskiego. Działacze nie ukrywają, że jego powrót do skoków to świetna wiadomość, nazwisko Małysza ciągle może otworzyć wiele drzwi.

Żywa legenda czy zwykły chłopak z Wisły?

Po ogromnych sukcesach sportowych w jego życiu oczywiście mnóstwo się zmieniło. Wybudował nowy dom, który dał mu trochę prywatności, o którą stara się dbać. Ostatnio w mediach społecznościowych pokazuje jednak część wydarzeń nawet z prywatnego życia. Fani mogli zobaczyć, że sylwestra spędził na Ranczu Cieńków w Wiśle. Pokazuje też chętnie chwile spędzone z rodziną, choć większość zdjęć Adama Małysza w mediach społecznościowych to jednak liczne wyjazdy na kolejne zawody Pucharu Świata. - Rodzina jest dla mnie najważniejsza, a chwile spędzone z najbliższymi - bezcenne - pisze o sobie. Mimo częstych wyjazdów, szczególnie zimą, chętnie wraca do Wisły, często odwiedza galerię swoich trofeów, od czasu do czasu można go też spotkać na spacerze. Chociaż jest żyjącą legendą polskiego sportu, mieszkańcy Wisły mówią, że pozostał skromnym chłopakiem.

Andrzej Drobik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.