Piotr Sobierajski

Wojciech Saługa: Rozdawane pieniądze nie spadają z nieba, są komuś zabierane

Wojciech Saługa w latach 2014-2018 był marszałkiem województwa śląskiego. Obecnie zasiada w sejmiku śląskim, ale ma nadzieję, że za kilka tygodni zasiądzie Fot. Lucyna Nenow Wojciech Saługa w latach 2014-2018 był marszałkiem województwa śląskiego. Obecnie zasiada w sejmiku śląskim, ale ma nadzieję, że za kilka tygodni zasiądzie w sejmowych ławach przy Wiejskiej
Piotr Sobierajski

Rozmowa z Wojciechem Saługą, przewodniczącym Platformy Obywatelskiej w województwie śląskim.

Były marszałek śląski startuje do Sejmu ze swojego rodzinnego miasta, Jaworzna. Nie chce mi się wierzyć, ale podobno wszyscy tam zadowoleni z życia?

Trudno nie zauważyć pozytywnych zmian. Szczególnie jeżeli popatrzy się na najbliższe sąsiedztwo. W 2002 roku władzę w mieście objęła bardzo szeroka koalicja, która rozpoczęła wiele ambitnych projektów. Mam też w tym swój udział - zostałem wtedy zastępcą prezydenta i odpowiadałem za trudne obszary. Potem pomagałem miastu jako parlamentarzysta i marszałek województwa. Mojemu rodzinnemu miastu udało się wykorzystać możliwości, jakie daje demokracja. Mieszkańcy w kolejnych wyborach mądrze głosowali - miasto miało w każdej kadencji reprezentację w parlamencie i w samorządzie wojewódzkim. Najpierw marszałkiem był Bogusław Śmigielski, potem w latach 2014-2018 ja sprawowałem ten urząd, zaś obecnie wicemarszałkiem jest mieszkaniec Jaworzna, choć nie rodowity, Dariusz Starzycki.

To może Jaworzno powinno zbliżyć się wreszcie do Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii?

Zawsze lepiej działać wspólnie. Wtedy popełnia się mniej błędów, lżej przechodzi się kryzysy. Zawsze mówiłem, ze metropolia sama, swoimi działaniami, musi udowodnić, że jest potrzebna i że bycie w niej ma sens. Można różne działania oceniać krytycznie, ale tylko będąc wewnątrz, mamy na nie wpływ. Na razie widzimy, że więcej gmin chce się do niej przyłączyć, niż wypisać. Jaworzno ze swoimi ciekawymi rozwiązaniami i doświadczeniem byłoby z pewnością jednym z liderów tego organizmu.

Jako poseł będzie pan mógł przekonywać do GZM, ale nie wierzę, że nie wspomina pan ciągle utraty stanowiska marszałka. Tych negocjacji, wolty Wojciecha Kałuży…

Coś się zaczyna i zawsze coś się kończy. Nie obrażam się na rzeczywistość. Jako jeden z pierwszych pogratulowałem marszałkowi Chełstowskiemu wyboru.

Co za dyplomacja!

Styl, w jakim ukształtowała się nowa sejmikowa większość, pozostawił duży niesmak. O politycznej zdradzie radnego Kałuży wyborcy długo nie zapomną, a jego nazwisko stało się symbolem nieuczciwości w polityce. Teraz startuję w wyborach do Sejmu, widzę szansę rozwiązania tam wielu problemów, z którymi boryka się nasz region. Zdrowie, smog, potrzeba unowocześnienia gospodarki, transport, problemy ludzi starszych wymagają nowoczesnych regulacji prawnych. Trzeba walczyć o nasze regionalne sprawy.

A sejmik jak walczy? Jak walczy marszałek? Mija rok rządów.

Oceniać marszałka Chełstowskiego będą wyborcy już za cztery lata. Mnie cieszy, że są kontynuowane dobre projekty mojego autorstwa, jak program „Śląskie dla Seniora”, „Śląskie dla Kobiety”, wsparcie finansowe inicjatyw sołeckich czy ochotniczych straży pożarnych. Kontynuowana jest przebudowa planetarium. Dumny jestem też z tego, że mój następca tak chętnie pokazuje się na wydarzeniach, na ponownie otwartym i „rozruszanym” przeze mnie Stadionie Śląskim, a po naszych torach pędzą już tylko wymienione za moich rządów nowoczesne składy Kolei Śląskich. Niepokojąca natomiast jest sytuacja w służbie zdrowia. Szpitale są w coraz gorszej kondycji finansowej, co, niestety, coraz bardziej przekłada się na opiekę nad pacjentami. Źle się dzieje w Parku Śląskim - zostawiłem duże miliony z unijnej kasy i plan ich racjonalnego wydania. Planowałem, by efekty, w postaci ławek, alejek i nowych projektów, były już widoczne o tej porze. Absolutnie nowemu marszałkowi brakuje kompetentnych ludzi wokół, a tych, których powołał, zdążył już zwolnić. Ta karuzela kadrowa przynosi opłakane skutki. Nowy zarząd województwa niemal zaniechał także zainicjowanej przeze mnie realnej walki ze smogiem.

Co dziś powinno być priorytetem w pracy Sejmiku Województwa Śląskiego?

W ciągu roku niewiele się zmieniło: depopulacja i starzenie się społeczeństwa, smog, ogromna ilość terenów zdegradowanych. Do tego należy dodać brak personelu medycznego i wynikające z tego bezpośrednie zagrożenie dla naszego życia i zdrowia, a także systemowe problemy górnictwa i energetyki. Codziennie likwidowane są łóżka szpitalne czy zamykane oddziały, a węgiel dociera do nas już nie tylko z Rosji, ale nawet płynie z Afryki, bo „wstając z kolan”, zapomnieliśmy go wydobyć w naszych kopalniach.

Po tej wolcie Kałuży został pan wiceprezesem Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Piekarach Śląskich. To zaskoczenie. Co to za stanowisko?

Duże to dla mnie wyróżnienie, że ktoś zechciał wykorzystać moją szeroką wiedzę i doświadczenie do zarządzania wodociągową spółką. Kiedy w styczniu obejmowałem funkcję w zarządzie spółki, nie było decyzji co do startu w wyborach, i nigdy nie traktowałem tej pracy jako pracy na przeczekanie.

Co się panu w tej spółce udało zrobić?

Kto stoi w miejscu, ten się cofa. Dlatego w ramach zarządu położyliśmy nacisk na stworzenie efektywniejszej struktury organizacyjnej, planowanie i stabilizację finansów spółki oraz informatyzację i wdrożenie nowoczesnej kultury zarządzania w tym obszarze. Pomaga mi doświadczenie korporacyjne, zdobyte jeszcze zanim zacząłem sprawować funkcje polityczne.

Ostatecznie pan startuje w najbliższych wyborach do Sejmu. Ma pan pełne przekonanie, że KO ma dobre listy?

Mamy najlepszych kandydatów z możliwych. Zawsze, gdy zawiera się koalicję, muszą być zawierane kompromisy. Można było z dobrymi kandydatami rywalizować z innymi dobrymi kandydatami sił demokratycznych i wysłuchiwać, że to wielki błąd, bo przeciwnik jest gdzie indziej, bądź pójść na kompromis i zawrzeć pakt senacki. Dzięki temu walczymy o zwycięstwo. Niestety, negocjacje dotknęły osobiście kilku naszych partyjnych kolegów, ale jako drużyna, która chce przywrócić w Polsce demokratyczne standardy, wychodzimy z tego zwycięsko.

W okręgu 32 w Sosnowcu stoczy pan bezpośredni bój o mandat poselski z Włodzimierzem Czarzastym, liderem Sojuszu Lewicy Demokratycznej. To ważny i rozpoznawalny kandydat.

Nie patrzę na te wybory przez pryzmat osobistego wyniku, ale rezultatów całego zespołu, czyli listy 18 nazwisk. Pojedynek będzie zwycięski, jeśli Koalicja Obywatelska otrzyma najwyższy wynik w okręgu. Jednocześnie będę walczył, w ramach Koalicji, o każdy głos.

Tu Czarzasty, a tam Prawo i Sprawiedliwość. PiS intensywnie walczy o głosy wyborców w województwie śląskim. Premier Morawiecki jest wszędzie, a kandydatów Koalicji nie widać.

PiS opiera kampanię w regionie na osobie premiera, my na drużynie 110 kandydatów. O wszystkich działaniach premiera informują ogólnopolskie, najczęściej rządowe media. Nasi kandydaci, co zrozumiałe, nie mają takiego medialnego wsparcia. Gwarantuję jednak panu, że każdy ze 110 kandydatów do Sejmu i 11 do Senatu codziennie prowadzi kampanię wyborczą we własnym środowisku, mieście czy najbliższym osiedlu. Na naszych listach są nie tylko znani politycy, ale też rzesza społeczników, ludzi bezpartyjnych, którzy od lat działają i są rozpoznawalni we własnych środowiskach. To nasza wielka siła.

Ale rząd ma program i dużo obiecuje.

Eskalacja obietnic ze strony partii rządzącej zaczyna ludzi zastanawiać. Z mediów publicznych płynie propaganda o sukcesach i coraz wyższym poziomie życia, padają slogany dosłownie jak za Gierka. Tymczasem ludzie widzą w sklepach wszechobecną drożyznę. Chaosu w edukacji, niedofinansowania służby zdrowia, zapaści w górnictwie i energetyce, kolesiostwa partyjnego nie da się ukryć. Polacy wiedzą, że aby komuś dać, trzeba komuś zabrać. Powoli orientują się, że władza coraz więcej zabiera właśnie im. Rozdawane pieniądze nie spadają z nieba. Są zabierane tym, którzy ciężko pracują i płacą podatki. Państwo jedną ręką rozdaje, a drugą zabiera w wyższych cenach czy ukrytych podatkach. To, co proponuje rząd, to niebezpieczny eksperyment, o którym coraz więcej Polaków wyrabia sobie opinię, że to się kiedyś źle skończy.

Piotr Sobierajski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.