"Wokół Funduszu Odbudowy rozpocznie się długa i burzliwa debata"

Czytaj dalej
Mateusz Borda

"Wokół Funduszu Odbudowy rozpocznie się długa i burzliwa debata"

Mateusz Borda

O pomocy finansowej dla całej Unii Europejskiej na trudne, kryzysowe czasy rozmawiamy z Europosłem Janem Olbrychtem, który jest jednym z negocjatorów w tej sprawie.

Nadciąga przełomowy moment kryzysu wywołanego koronawirusem. Na państwa Unii Europejskiej czekają rekordowe sumy mające pomóc w odbudowie gospodarki. Na czym będzie polegać ta pomoc?

- Musimy rozróżnić dwa pojęcia – budżetu UE i Funduszu Odbudowy UE. Budżet Unii Europejskiej, jak wiadomo, jest wynikiem składek. Państwa członkowskie uwzględniają pewne kierunki i cel budżetu, a następnie ustalają wysokość składki, która obecnie wynosi około 1% dochodu narodowego brutto kraju. Aktualnie opracowywana jest Wieloletnia Perspektywa Finansowa, czyli w uproszczeniu wieloletni budżet Unii na lata 2021-2027, który, aby wejść w życie, musi zostać zaakceptowany jednogłośnie przez wszystkie rządy państw członkowskich oraz zaakceptowany przez Parlament Europejski. Budżet Unii obejmuje fundusze europejskie, politykę rolną, politykę spójności społeczno-gospodarczej itd. W obecnej sytuacji, budżet UE jest jednak zbyt mały, aby sprostać skutkom kryzysu wywołanego pandemią. Aby go zwiększyć, państwa musiałyby wpłacić znacznie większą składkę, a nie wszystkich na to stać i nie wszystkie wyrażają taką wolę.

Stąd pomysł na fundusz odbudowy?

- Dokładnie. Aby uniknąć zwiększania składek, Komisja Europejska zaproponowała, aby Unia Europejska zaciągnęła kredyt na rynkach kapitałowych, który stałby się podstawą Funduszu Odbudowy. I tak, z jednej strony mamy siedmioletni budżet na lata 2021-2027 na regularną działalność, z drugiej – środki na likwidację skutków pandemii, które zostaną do budżetu dołożone i realizowane przez około 4 lata.

Kwota 750 miliardów euro na odbudowę robi wrażenie. Jakie są kolejne kroki wdrażania go w życie?

- Przede wszystkim, propozycja Komisji Europejskiej nie została jeszcze zaakceptowana. Aby Fundusz powstał, muszą się na niego zgodzić rządy wszystkich państw członkowskich oraz wszystkie parlamenty narodowe. To bardzo ważne. Wtedy dopiero będziemy wiedzieć, na co te pieniądze można wydać. Kolejnym krokiem będzie przedstawienie przez państwa członkowskie, w tym też Polskę, programu wydatkowania pieniędzy na cele związane z likwidacją skutków pandemii. Będziemy też musieli spełnić określone warunki.

Co to za warunki?

- Po pierwsze, będą to wskazówki wynikające z tzw. semestru europejskiego dla państwa członkowskiego określające, jakie inwestycje są niezbędne oraz jakiego typu reformy należy wprowadzić. Po drugie, trzeba będzie spełnić określone warunki dotyczące polityki klimatycznej UE, tzw. Zielonego Ładu. Polska w swoim programie odbudowy będzie musiała wykazać, że część z tych pieniędzy zostanie przeznaczona na ten cel. Po trzecie, będziemy musieli uwzględnić wzmocnienie gospodarki cyfrowej. I po czwarte, o czym coraz głośniej się mówi, państwa członkowskie Unii będą musiały spełnić warunki dotyczące przestrzegania praworządności. Krótko mówiąc – musi powstać program odbudowy, który dopiero po zaakceptowaniu przez Komisję Europejską zostanie sfinansowany z Funduszu Odbudowy.

Myśli pan, że możemy liczyć na jednolity głos państw członkowskich? Co z tak zwaną oszczędną czwórką?

- Kraje Unii Europejskiej będą musiały wypracować porozumienie w dwóch kwestiach: budżetu Unii i Funduszu Odbudowy. W imieniu Parlamentu Europejskiego negocjuję wieloletni budżet Unii i wiem, że zarówno dla europosłów, jak i dla państw członkowskich ważne jest to, aby był ściśle zintegrowany z Funduszem. W przypadku budżetu, kraje „czwórki skąpców”, bo też tak ich nazywamy, czyli Austrii, Danii, Holandii i Szwecji, prezentują dość odmienne stanowisko od większości krajów, proponując ograniczenie budżetu i zmniejszenie składek. Jeśli chodzi o Fundusz, możemy tu liczyć na większe poparcie, choć „czwórka” uważa, że powinien on mieć raczej charakter pożyczek dla państw członkowskich niż bezzwrotnych dotacji. Rządy tych krajów uważają, że jeśli Unia Europejska zaciągnie taką pożyczkę na rynkach międzynarodowych, to powinna być przeznaczona na pożyczki dla państw, które będą musiały być przez te państwa spłacane. Natomiast państwa południa oraz naszej części Europy uważają, że Fundusz powinien być złożony w większości z bezzwrotnych dotacji.

Tak czy inaczej – kiedyś Unia Europejska będzie musiała spłacić pożyczone pieniądze.

Aby to zrobić, i tak w przyszłości trzeba będzie albo zwiększyć składki państw członkowskich, albo powołać i rozszerzyć dochody własne Unii Europejskiej. Mowa tutaj np. o dodatkowych dochodach całej Unii, a nie poszczególnych państw. Myślę, że wokół formy funduszu – czy będzie on realizowany w formie dotacji czy pożyczek – niedługo rozpocznie się długa i burzliwa debata, która zakończy się pomyślnym dla wszystkich kompromisem.

Jakikolwiek będzie wynik debaty, fundusz i tak powstanie. Ile możemy na tym wygrać?

- Biorąc pod uwagę wskaźniki, dotyczące spadku produkcji czy spodziewanego bezrobocia, szacuje się dziś, że państwo wielkości Polski może liczyć na sumę około 60 mld euro. Czy to pozwoli Polsce na wzrost? Pamiętajmy, że jesteśmy w sytuacji kryzysowej. Nie możemy dopuścić, aby jeszcze bardziej zwiększył się dystans pomiędzy Polską a najbogatszymi państwami Unii. Kluczowe w tym momencie jest to, aby nasz kraj nie spadł w unijnym rankingu. To, czy przeskoczymy innych, będzie już zależało od umiejętnego dysponowania pieniędzmi z Funduszu i mądrego zarządzania krajem.

Pomimo że Unia przez pierwsze tygodnie pandemii działała jak we mgle, Fundusz pokazuje, że Unia dalej jest silna. Czy to nie pstryczek w nos dla eurosceptyków?

- Powstanie Funduszu świadczy o wyraźnym wzmocnieniu Unii. Mamy do czynienia z poważnymi zmianami w jej funkcjonowaniu, na plus oczywiście. Wydaje mi się natomiast, że postawa rządu i środowisk do niego zbliżonych wobec Unii Europejskiej jest u nas niejasna, a nawet w pewnym stopniu schizofreniczna. Ci, którzy ją krytykują, muszą się w końcu zdecydować, jaki kierunek obrać. Albo solidarnie włączamy się we wspólną walkę z przeszkodami i korzystamy ze wszelkich możliwości, jakie daje UE, albo uważamy, że te pieniądze nam się po prostu należą, sytuacja, w jakiej znaleźli się nasi partnerzy, nas nie interesuje i nie obowiązują nas żadne zasady.

Mowa chociażby o polityce klimatycznej i wygaszaniu górnictwa?

- Tak. Nadchodzi moment prawdy. Wszyscy wiemy, jak ważne jest dzisiaj górnictwo w warstwie gospodarczej i społecznej naszego regionu. Nie możemy z górnictwa ot tak zrezygnować, a jego wygaszanie musi być procesem powolnym i stopniowym. Ale trzeba otwarcie rozmawiać z ludźmi i mówić im prawdę. Każda zainteresowana tą sprawą osoba u nas powinna być świadoma perspektywy i kierunku działania, w którym idzie Unia i w konsekwencji nasz kraj. Dlatego też w tej chwili niezwykle ważne jest to, aby rządy informowały swoich obywateli o tym, jak ten Fundusz będzie wyglądać. Mamy czerwiec, nasz rząd zobowiązał się do podjęcia w tym miesiącu decyzji określającej kierunek polityki klimatycznej Polski na kolejne lata.
Pamiętajmy też, że wszelkie wiążące decyzje dotyczące Funduszu Odbudowy dopiero zapadną. Mówienie o tym, że praktycznie dostaliśmy już te pieniądze, to, delikatnie mówiąc, lekkie nadużycie. Przed nami gorąca debata, dyskusja między rządami, potem wspólna zgoda, a dopiero później będziemy mogli mówić, jak ten Fundusz wygląda, jakie są jego warunki i ile euro dostaniemy. Dobrze, że mamy taką szansę.

Zaangażowani w tworzenie silniejszej Europy.
Grupa Europejskiej Partii Ludowej (Grupa EPL) jest największą i najstarszą frakcją w Parlamencie Europejskim.
Jan Olbrycht jest wiceprzewodniczącym Grupy EPL.

"Wokół Funduszu Odbudowy rozpocznie się długa i burzliwa debata"
Mateusz Borda

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.