Wszyscy się bali, gdy strajkowała kopalnia Wujek [ARCHIWALNE ZDJĘCIA, WIDEO, MAKIETA 3D]

Czytaj dalej
Teresa Semik

Wszyscy się bali, gdy strajkowała kopalnia Wujek [ARCHIWALNE ZDJĘCIA, WIDEO, MAKIETA 3D]

Teresa Semik

Ponosimy dziś skutki tego, że nie rozliczyliśmy ani sędziów, ani prokuratorów z ich złych decyzji w stanie wojennym - mówi prof. Witold Kulesza. Prokuratorzy żądali dla działaczy opozycji drakońskich kar, a sędziowie skazywali ich na podstawie nieobowiązującego prawa.

Dla Adama Skwiry, współorganizatora strajku w kopalni „Wujek”, prokurator żądał 13 lat pozbawienia wolności. Sąd wymierzył mu 3 lata, a publiczność na sali rozpraw biła brawo i śpiewała hymn państwowy. Z radości, że ten wyrok jest tak niewspółmiernie niski w stosunku do oczekiwań oskarżyciela. Ale Adam Skwira w ogóle nie powinien odpowiadać karnie, bo gdy 13 grudnia 1981 roku organizował strajk w kopalni, nie obowiązywały, formalnie, dekrety o stanie wojennym. Zostały opublikowane dopiero 17 grudnia 1981 roku, a więc do tego czasu strajki nie były zakazane, nie można było skazywać ludzi za ich organizowanie.

Odpowiadać powinni więc sędziowie i prokuratorzy, bo to oni działali w oparciu o nieistniejące prawo. Jednak im włos z głowy nie spadł.

Po pacyfikacji kopalni „Wujek”, 16 grudnia 1981 roku Adam Skwira unikał milicji.

- W końcu powiedział, że niech będzie to, co przyniesie los, ale on nie chce się dłużej ukrywać - przypomina jego syn, Wojciech Skwira. - Jedliśmy właśnie obiad, gdy przyszło po niego trzech panów. Jeden był w mundurze milicyjnym, pozostali w cywilu. Tata spytał, czy ma się spakować. A oni, że to jest niekonieczne, tylko porozmawiają. Wróci za dwie godziny. Zobaczyłem go dopiero za półtora roku.

Adama Skwirę przed sądem broniła mecenas Jolanta Zajdel-Sarnowicz.

- Polecił ją mamie kolega taty - dodaje Wojciech Skwira. - Uważano ją za odważną i energiczną panią adwokat, godną zaufania.

- Wcale nie byłam taka odważna, jak dziś chciałabym powiedzieć. Wtedy wszyscy się baliśmy. Mąż został wyrzucony z pracy w telewizji, córka mała w domu, a ja dopiero zaczynałam praktykę - przypomina mecenas Zajdel-Sarnowicz. - Ale nie mogłam odmówić pomocy kobiecie, która o szóstej rano z ośmioletnim dzieckiem stanęła w drzwiach mojego mieszkania i o tę pomoc prosiła, bo aresztowali jej męża. Nie mogłam powiedzieć, że się boję, choć robiłam to z drżeniem serca. Ona też się bała. Od razu się zgodziłam podjąć tej obrony, ale nie wiedziałam, co mnie czeka.

Sama wychowywała się bez ojca, żołnierza AK, który zginął w czasie wojny. Właściwie go nie znała. Wiedziała tylko, że teraz musi zdobyć się na odwagę. Była jedynym obrońcą z wyboru w procesie organizatorów strajku w kopalni „Wujek”, który toczył się w lutym 1982 roku, a oskarżonych było w sumie osiem osób.

Mecenas Jolanta Zajdel-Sarnowicz mówi, że stan wojenny był takim papierkiem lakmusowym ludzkich postaw. Od razu było wiadomo, kto jest kto. Obrońcami działaczy opozycyjnych na Śląsku w tamtym czasie przeważnie byli adwokaci z Warszawy. Spośród miejscowego środowiska wyróżniał się dr Jerzy Kurcyusz, który występował w około 90 procesach politycznych. Znany był mecenas Leszek Piotrowski, bronił m.in. Adama Słomki. Do tego nielicznego grona należał Janusz Niemcewicz, później sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Bronił m.in. działaczy związkowych z Bytomia, Huty Katowice, osób kolportujących ulotki, a nawet oskarżonego próbującego skonstruować własną radiostację.

Na proces Adama Skwiry chodziła z mamą 16-letnia wówczas córka, Barbara. W szkolnym zeszycie zapisywała swoje emocje. Dziś ten zeszyt jest wśród eksponatów izby pamięci kopalni „Wujek”.

- Nie zapomnę taty w szarym, więziennym drelichu, skutego kajdankami. Siedział między pilnującymi go milicjantami jak pospolity przestępca - przypomina Barbara Gorgoń, córka Adama Skwiry. - Pamiętam esbeków siedzących w pierwszej ławce. Zrobili awanturę świadkowi, który zeznawał na korzyść strajkujących górników. Naprawdę wiało grozą. Ale też nie zapomnę wielu życzliwych ludzi, często nam nieznanych, którzy na wieść o aresztowaniu taty okazywali wsparcie. Niemal codziennie ktoś do nas przychodził z pomocą i dobrym słowem.

Nierozliczone procesy stanu wojennego do dziś rzucają cień na cały wymiar sprawiedliwości. Sędziowie, zamiast w togach, byli w mundurach wojskowych. Oskarżonych wprowadzał na salę rozpraw konwój z bagnetami nasadzonymi na karabiny.

W sądach powszechnych, które orzekały na podstawie tych samych dekretów o stanie wojennym, co sądy wojskowe, wcale nie było łatwiej. W obiegowej opinii funkcjonuje nawet przekonanie, że sądy wojskowe łagodniej traktowały działaczy Solidarności, a nie z całą surowością, jak sądy powszechne, atmosfera sądzenia nie była tak wroga. Opinie te potwierdzają adwokaci: Jolanta Zajdel-Sarnowicz i Janusz Niemcewicz. Nieżyjący już adwokat Leszek Piotrowski mówił, że w każdym wydziale karnym każdego sądu powszechnego był dyspozycyjny sędzia. Wszyscy adwokaci o tym wiedzieli.

Próby rozliczenia środowiska sędziowskiego były już w 1998 roku. Weszła wówczas ustawa o odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, którzy w latach 1944-1989 sprzeniewierzyli się swej niezawisłości. Sejm uznał, że sędziowie nie rozliczą się sami i trzeba im w tym pomóc. Na tej podstawie ówczesna minister sprawiedliwości Hanna Suchocka żądała wszczęcia postępowań dyscyplinarnych za polityczną nadgorliwość w stanie wojennym wobec 17 sędziów dawnego województwa katowickiego. Sprawy toczyły się za zamkniętymi drzwiami, a efekt był taki, że tylko jeden sędzia stanął przed sędziowskim sądem dyscyplinarnym i został uniewinniony.

Także prokuratorzy IPN w Katowicach zamierzali postawić zarzuty tym sędziom i prokuratorom stanu wojennego, którzy skazywali na podstawie nieobowiązującego prawa. Dekrety o stanie wojennym opublikowano dopiero 17 grudnia 1981 roku, a więc czyny, które popełnili skazani od 13 do 16 grudnia, były legalne. Tymczasem szli do więzienia za organizowanie strajków czy kolportowanie wydawnictw solidarnościowych. Prokuratorzy IPN wystąpili z wnioskami o uchylenie immunitetu kilkunastu sędziom z województwa śląskiego, bo bez tego nie można im przedstawić zarzutów. Chodziło o zarzut przekroczenia uprawnień oraz pozbawienie wolności opozycjonistów. Sądy dyscyplinarne dla sędziów takiej zgody nie wydały.

Odtąd sędziowie i prokuratorzy stanu wojennego pracują długo i szczęśliwie. Wielu awansowało. Niektórzy schronili się w adwokaturze. Roman Kusz, dziekan Izby Adwokackiej w Katowicach przekonuje, że takie przejścia spotykały się z oporem samorządu, ale te osoby uzyskiwały wpis na listę adwokacką przez ministra sprawiedliwości.

- Lepiej byłoby, gdyby najbardziej aktywnych sędziów i prokuratorów stanu wojennego spotkały konsekwencje, z zachowaniem wszystkich zasad prawa, a już z całą pewnością, żeby nie wychowywali i nie szkolili młodych prawników.

Mecenas Jerzy Kurcyusz, obrońca w procesie organizatorów strajku w kopalni „Piast”, gdzie górnicy protestowali 650 m pod ziemią, tak przemawiał do sądu w maju 1982 roku: - Porozumienie między władzą i narodem, wbrew oporom ludzi złych lub głupich, wbrew drakońskim karom, kiedyś nastąpić musi. Rola sali sądowej na drodze do tego porozumienia narodowego jest niewątpliwie ogromna. Panowie sędziowie! Dla tego porozumienia wasz wyrok będzie ważnym momentem. Wasz wyrok oceni historia. Procesy te kiedyś przejdą do historii. I do historii przejdą nazwiska oskarżonych, ale też nazwiska sędziów.

Wyrok organizatorów strajku w kopalni „Wujek” w pierwszych dniach stanu wojennego zapadł po pięciodniowym procesie 9 lutego 1982 roku. Na kary pozbawienia wolności zostali skazani: Stanisław Płatek - 4 lata, Jerzy Wartak - 3,5 roku, Marian Głuch i Adam Skwira - 3 lata. Cztery inne osoby zostały uniewinnione. Przewodniczący składu orzekającego w tym procesie, sędzia Antoni Kapłon, kapitan, awansował do Sądu Najwyższego i do przejścia w stan spoczynku orzekał w Izbie Wojskowej. Jeden z prokuratorów, żądających dla górników drakońskich kar, został radcą prawnym.

Teresa Semik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.