Z roku na rok do OFE trafia coraz mniejsza część składki emerytalnej. Czy ich utrzymanie ma sens?

Czytaj dalej
Katarzyna Domagała

Z roku na rok do OFE trafia coraz mniejsza część składki emerytalnej. Czy ich utrzymanie ma sens?

Katarzyna Domagała

Laszek: Nie trzymajmy wszystkich jajek w jednym koszyku Jabłoński: OFE nie ma i nigdy nie miało sensu

Otwarte Fundusze Emerytalne odgrywają coraz mniejszą rolę w gromadzeniu kapitału na przyszłą emeryturę. Czy ich utrzymywanie ma sens?

Mieszkanie za czytanie

tak

Aleksander Laszek, główny ekonomista z fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju
Tak. Proszę pamiętać o prostej zasadzie: nie trzymajmy wszystkich jajek w jednym koszyku. Jest tym cenniejsza, kiedy mówimy o czymś tak istotnym jak nasza emerytura. Niestety, przekazujemy do OFE bardzo małą część składki, ale wciąż jest to jakaś dywersyfikacja. Dzięki temu przyszła emerytura nie zależy wyłącznie od ZUS. Zresztą cała idea OFE polegała na tym, by emerytura nie była zależna tylko i wyłącznie od ZUS. Dziś, po zmianach w sposobie wyliczania, wysokość wypłat z ZUS zależy wyłącznie od składek wpłaconych przez pracujących. Natomiast wysokość emerytur z OFE zależy od kondycji giełdy, czy mówiąc szerzej - rynku kapitałowego. Oczywiście okrojenie składki OFE rzeczywiście bardzo osłabiło to zróżnicowanie, w efekcie i tak wysokość emerytury w większości zależy od ZUS-u. Mimo to zawsze lepsze jest nawet małe rozróżnienie, niż całkowity jego brak.

Kiedy OFE powstawały, obiecywano nam emerytury pod palmami. Dziś wiemy, że nie ma na to szans. Bez względu, czy jesteśmy w OFE, czy nie, emerytura obecnych 20-30-latków będzie dużo niższa niż ich zarobki - nawet o dwie trzecie.

To efekt starzenia się społeczeństwa i dłuższego trwania życia. Jednak proszę zwrócić uwagę na to, jak emerytura jest wyliczana - zarówno z OFE, jak i z ZUS-u. Patrzymy, ile składek wpłaciliśmy przez całe życie zawodowe (kiedy pracujemy na oskładkowanych umowach) do ZUS, gdzie są zapisywane na indywidualnych kontach. W przypadku OFE nasze składki to realne aktywa, które OFE kupiły za nasze składki. W momencie przejścia na emeryturę, tę sumę zapisów w ZUS i kapitału zgromadzonego w OFE dzielimy przez oczekiwaną, dalszą długość życia. Więc kiedy przez 40 lat pracy zgromadziliśmy 240 tysięcy złotych, a szacunki mówią, że będę żyć jeszcze 20 lat, to daje nam 12 tysięcy na rok, tysiąc na miesiąc. (KD)

Czy utrzymywanie OFE ma sens?

nie

Ireneusz Jabłoński, ekonomista, ekspert z Centrum im. Adama Smitha

Nie ma i nigdy nie miało. Powinno być programem dobrowolnym, czyli skonstruowanym tak, jak dziś funkcjonuje trzeci filar, kiedy to my - ludzie aktywni zawodowo - decydujemy, w jakiej formie chcemy zabezpieczyć swój lepszy standard życia na emeryturze.

Jeśli nie OFE, to co? Tylko ZUS?

Nie. Cała fałszywość widzenia systemu emerytalnego polega na tym, że propagandyści opowiadający różne bajki o korzyściach płynących z zapisania się do OFE, świadomie lub nie, pomijają fakt, że każdy system emerytalny jest rodzajem umowy społecznej. Polega ona na tym, że ludzie aktywni zawodowo, tą czy inną techniką, zobowiązują się wypłacać emerytury swoim rodzicom czy dziadkom, którzy już nie pracują. Najprostszym sposobem byłoby przekazanie wewnątrz rodziny tych środków, ale ze względu na dzisiejszy podział relacji społecznych i system podatkowy jest to trudne lub wręcz niemożliwe. Drugim sposobem jest zabezpieczenie wypłat świadczeń emerytalnych przez państwo, tzw. emerytury obywatelskiej. W formie podatku (obojętnie, jak nazwanego) składaliby się na nią ludzie czynni zawodowo. W ramach tego systemu istniałaby dobrowolność wyboru innej formy oszczędzania, gdzie udział w spekulacyjnych funduszach inwestycyjnych - jak określam OFE - byłby jedną formą. Inną byłoby lokowanie funduszy w swoim domu, mieszkaniu, dziełach sztuki i kosztownościach (oczywiście jeśli jest nadwyżka, która pozwala na ich zakup). Jeszcze innym pomysłem jest liczne i dobrze zarabiające potomstwo. Tak jak to było przez setki lat.

Ekonomiści bardzo często zwracają uwagę, że likwidacja OFE spowoduje spore zamieszanie na giełdzie.

To kolejny mit. Problemy mogą dotknąć wyłącznie spekulantów giełdowych. Ale to nie powinno być naszą troską, bo to porównać można do zamartwiania się o wyniki graczy w kasynie.

Katarzyna Domagała

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.