Za 4 lata EC Szombierki prawie jak Parc de la Villette? [ZDJĘCIA, WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. Marzena Bugała-Azarko
Magdalena Nowacka-Goik

Za 4 lata EC Szombierki prawie jak Parc de la Villette? [ZDJĘCIA, WIDEO]

Magdalena Nowacka-Goik

Pod koniec października firma Rezonator SA podpisała umowę i kupiła od Fortum zabytkową Elektrociepłownię Szombierki w Bytomiu. Byliśmy tam dwa tygodnie temu.

Nowemu właścicielowi na pewno nie chodzi o ratowanie zabytku. EC Szombierki popadnie w całkowitą ruinę, zostanie rozebrana przez złomiarzy, a właściciele będą handlować działkami. Tak, to się im może opłaci, bo przecież w pobliżu elektrociepłowni ma powstać Bytomska Centralna Trasa Północ -Południe. Wielka strata postindustrialnego zabytku, który zaraz zniknie ze Szlaku Zabytków Techniki. Z właścicielem nie da się skontaktować. Już miał remontować ratusz w Chorzowie i nic mu z tego nie wyszło”. Takie głosy słyszymy od 25 października 2016 r., czyli od momentu, kiedy po latach bezskutecznych prób zainteresowania obiektem zarówno prywatnych inwestorów, jak i władz miasta, udało się sprzedać nieczynną już elektrociepłownię.

Nowy właściciel zadeklarował: będzie tu m.in. teatr 3D i studio nagrań. Muzyczny Disneyland, jak rzucił któryś z dziennikarzy. Przyjęło się. Ale czy coś za tym idzie?

Połowa grudnia. EC Szombierki zostaje wciągnięta na tzw. listę obiektów zagrożonych. Grozi jej usunięcie ze Szlaku Zabytków Techniki. Powód? Brak kontaktu z właścicielem. Adam Hajduga, twórca szlaku i kierownik Referatu Promocji Dziedzictwa Industrialnego Urzędu Marszałkowskiego, potwierdza: członek zarządu województwa, Henryk Mercik, wysłał pismo z propozycją współpracy. Termin odpowiedzi: do końca listopada. Odpowiedzi brak. Żadnej. Będzie wysłane drugie pismo z terminem do końca stycznia. - Nie zakładam złej woli nowego właściciela - zastrzega Hajduga. Ale media piszą, że z właścicielem, Piotrem Szwimerem, nie ma kontaktu.

Telefon od nas odbiera. Tak, pismo dostał. Nie odpisał, bo był za krótki okres na wiążące deklaracje. Współpraca? Owszem. Ale pracy przy obiekcie sporo. Chcemy zobaczyć? Nie ma problemu.

Umawiamy się dwa dni przed Wigilią. Przy budynku spotykamy Karolinę Glazer, w świecie muzycznym znaną jako Karo Glazer. To ona, razem z Piotrem Szwimerem, podjęła ryzyko kupna obiektu.

- Od momentu przejęcia podzieliliśmy się z Piotrem zadaniami. Ja rozmawiam z producentami i potencjalnymi partnerami zagranicznymi, głównie w Londynie i Nowym Jorku. Ta współpraca w tej chwili, kiedy mamy już akt własności w ręce, jest naprawdę realna. Ale nie mogliśmy o tym za wcześnie mówić. Dla nas ważne jest to, żeby myśleć lokalnie, ale podążać globalnie. Nie chcemy tego obiektu rozebrać i zrobimy wszystko, żeby stał się światowym dziedzictwem Śląska - mówi. Niewiele zdradzają? Taki jest biznes. Także w kulturze. Karolina zna go dobrze. Polska wokalistka jazzowa i kompozytorka, urodzona w Gliwicach, mieszka w Londynie. Skończyła też architekturę. Z pasji do tych dwóch dziedzin narodził się pomysł stworzenia centrum muzycznego w zabytkowej elektrociepłowni. Takiego muzycznego Parc de la Villette. Karolina zrobiła kiedyś taki projekt. - Gdybyśmy nie mieli wizji, to- byśmy nie kupowali tego obiektu - zapewnia. - Budujemy cały czas międzynarodowy zespół, który będzie z nami pracował. Może wyglądamy na szalonych, z mrzonkami, ale może właśnie dzięki temu mamy odwagę robić takie projekty - dodaje.

Studio nagraniowe? Tak, ale to nie wszystko. Ściągnięta z Francji architekt pomaga im obecnie zaprojektować funkcjonalność obiektu. W planach jest też hotel. Chcą także ogłosić specjalny konkurs. Są w kontakcie z firmą muzyczną, która ma na swoim koncie produkcję dzieł samego Michaela Jacksona. Będą z nimi pracowali nad produkcjami musicalowymi, które zobaczymy w tych wnętrzach. Inny partner to firma Platige Image, która robi 3D w teatrze. - Myślimy też o małym odbiorcy. Chcemy dostarczać familijną rozrywkę - mówi Karolina Glazer. I dodaje: - Dajcie nam trochę czasu. Mamy świadomość ryzyka. To nie było kupione za przysłowiową złotówkę, dlatego do sprawy podchodzimy poważnie - zapewnia.

A niefortunna sprawa ratusza w Chorzowie? Piotr Szwimer nie ukrywa: - Czasami są przypadki w biznesie, kiedy dostaje się niechciane prezenty. Tak było i w tym przypadku, obiekt trafił do mnie w ramach rozliczenia z hiszpańskim podmiotem. Ale nie ma z tym nic wspólnego grupa, z którą pracuję nad planami w EC, to była inna ekipa (Hajduki Wielkie Ratusz - przyp. red.). Udało mi się sprowadzić jednego z inwestorów pod tą inwestycję, będzie zamiana i sprawa się zakończy. Bywa - przyznaje, że nie jest fanem obiektów typowo muzealnych.

Dwa lata temu ostatni raz byliśmy, jako DZ w EC Szombierki. Znak czasu niestety widać. Rdza, gdzieś wybita szyba, ubytki w podłodze. Piotr Szwimer pokazuje: - Drzwi od komina były otwarte, tunele tak samo. Ludzie tam sobie swobodnie wchodzili. Musieliśmy przygotować część energetyczną i hydrantową, żeby obiekt prze-trwał przez zimę - dodaje. Wszystkie drzwi broniące dostępu do budynku są oplombowane. Pracownik ochrony co jakiś czas sprawdza ich stan - jeśli plomba jest zerwana, wzywa specjalną grupę, która przeszukuje teren (4 osoby samochodem, zjawiają się w ciągu kilku minut). Naprawili uszkodzone zewnętrzne kamery, także te na podczerwień, żeby można było kontrolować teren nocą. - To był miesiąc walki, żeby zamknąć ten teren przed złomiarzami - przyznają właściciele. Pracownicy są w dyżurce 24 godziny. Ale przejazd otwarty. Nie zamknęli tej drogi, bo, jak mówią, przejeżdżają nią często patrole policyjne, nawet kilka razy w nocy.

Próby włamań? Owszem, były. Teraz, jak zapewniają, to coraz rzadsze przypadki. Został jeszcze jeden kocioł, który, po odpowiednich zezwoleniach od konserwatora zabytków, odbierze sobie poprzedni właściciel. Piotr Szwimer czeka też na ekspertyzy i raport służb pożarniczych. To niezbędne, żeby myśleć o otwarciu choćby części obiektu na czas najbliższej Industriady. Ostatni raz turyści mogli tu wejść trzy lata temu. Wstępnie obliczyli, że miesięczne utrzymanie obiektu kosztuje ich w granicach 50 tysięcy złotych. - To nie tak, że nie chcemy współpracować z Urzędem Marszałkowskim czy kimkolwiek. Chcemy, ale jak mogliśmy podpisać wiążąca umowę po miesiącu od przejęcia obiektu? Nie byliśmy na spotkaniu z okazji 10-lecia Industriady, bo nie dostaliśmy zaproszenia. Ale to nie zmienia naszego nastawienia. Chcemy, żeby ten obiekt był dla ludzi. I podpiszemy tę umowę - zapewnia Piotr Szwimer. Jak wyglądały kulisy zakupu EC? - Kiedy wystąpiliśmy do Fortum, czy są zainteresowani zbyciem obiektu, nie ukrywali, że woleliby, aby przejął to Urząd Marszałkowski. Wszystko rozciągało się w czasie. Czekaliśmy więc. Trzy miesiące, sześć. W końcu powiedzieliśmy: albo teraz, albo rezygnujemy - opowiada Piotr Szwi-mer.

2 stycznia zadzwoniliśmy do Adama Hajdugi. - Jesteśmy umówieni razem z panem Henrykiem Mercikiem na spotkanie z właścicielami obiektu. Mamy nadzieję, że potwierdzi się wola współpracy, deklarowana przez spółkę. Wszystko dla dobra obiektu - podkreślił. Po podpisaniu umowy właściciel będzie miał pół roku czasu na przygotowanie planu naprawczego, a później 18 miesięcy (z możliwością prolongaty) na jego wdrożenie. Będziemy przyglądać się tej sprawie.

Elektrociepłownia Szombierki
Budowę rozpoczęto po zakończeniu I wojny światowej. Początkowo miała to być fabryka materiałów wybuchowych. Cały kompleks budynków zaprojektowali sławni architekci, Georg i Emil Zillmannowie.

Zakład otwarto 29 listopada 1920 r. EC w latach 1939-1944 osiągnęła maksymalną moc 100 MW, pracowało w niej ponad 900 osób. Można było wtedy uznać ją za jedną z największych elektrowni w Europie.

Magdalena Nowacka-Goik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.