Za czym tęsknią „słoiki” ze Śląska? Za rodziną, szpajzą i pomidorówką [ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Fot. Sylwia Dąbrowa
Katarzyna Domagała-Szymonek

Za czym tęsknią „słoiki” ze Śląska? Za rodziną, szpajzą i pomidorówką [ZDJĘCIA]

Katarzyna Domagała-Szymonek

Tylko w zeszłym roku z naszego regionu do woj. mazowieckiego wyjechało blisko 1400 osób. Przed świętami pytamy „słoiki”, za czym tęsknią daleko od domu.

Tak. Jestem „słoikiem”. Mówię o tym głośno i nie wstydzę się. Z Warszawy zawsze jadę z pustą walizką. W domu mama zapakuje do niej jakieś smakołyki - śmieje się siatkarka Marcelina Nowak z Czeladzi, jedna z tysięcy „słoików”, które wyjechały z województwa śląskiego do stolicy. - Domowa kuchnia, tuż obok rodziny, jest rzeczą, za którą codziennie tęsknię najbardziej - dodaje. A przed świętami ta tęsknota jest jeszcze większa - zgodnie przyznają pozostałe „słoiki”, które zapytaliśmy, jak im się żyje w stolicy. Jak wynika ze statystyk GUS, tylko w zeszłym roku do woj. mazowieckiego, głównie Warszawy, przyjechało (na pobyt stały) 63 tys. 121 osób. Z czego 1389 to byli już mieszkańcy Śląskiego. Ile osób swojego przyjazdu nigdzie nie zgłosiło, tego nikt nie sprawdza.

Zapuściłam korzenie

Joanna Snioszek wyjechała z Huty Starej B, wsi pod Częstochową, dziewięć lat temu. Najpierw studia w Opolu. Później decyzja o przeprowadzce do Warszawy. - W tym roku minęły cztery lata, jak wraz z Kubą, moim chłopakiem, zdecydowaliśmy się na taki krok - opowiada i od razu dodaje, że początki łatwe nie były. - Przytłaczała mnie wielkość tego miasta. Komunikacja miejska była nie do ogarnięcia. Tylko dzięki temu, że nie jechałam tu sama, nie było aż tak źle - mówi. Pracę znalazła szybko. Z zawodu jest dziennikarką. Najpierw pracowała w Polskim Radiu. Była tam pół roku. Później zdecydowała się przebranżowić. Przeszła do firmy organizującej konferencje i bankiety.

Świąt spędzonych w gronie rodzinnym już od dawna nie mogła się doczekać. Bilet na pociąg do Częstochowy kupiła w zeszłym tygodniu. - Te udekorowane świątecznie ulice, choć robią wrażenie, nie pomagały łatwiej znieść oczekiwania - przyznaje. - Wszędzie czuć ducha świąt, tęsknota za domem zawsze jest wtedy większa. Chciałoby się wrócić jak najszybciej i pomóc mamie w przygotowywaniu potraw, wymienić się prezentami, złożyć bliskim życzenia - opowiada. Jednak w tym roku święta dla Asi będą wyjątkowo krótkie. Zaraz wraca do stolicy. - Pracy jest sporo, mam dość napięty grafik. Tempo życia w stolicy jest dużo szybsze, bardziej dynamiczne. Cały czas coś się dzieje, coś jest do zrobienia. Przyznam, że przez to nieraz i nie ma czasu na tęsknotę - mówi. - Czego mi tu brakuje? Rodziny. To chyba największy minus życia daleko od domu. Jeszcze pomidorowej mojej babci. Do jej kuchni mam ogromny sentyment. W stolicy może i jedzenie jest dobre w knajpach, ale nic nie pobije tego, co wychodzi spod ręki mojej babci - podsumowuje. Powrotu na stałe do domu nie planuje. - Myślę, że kiedy podjęłam decyzję o przeprowadzce do Warszawy, całkowicie odcięłam pępowinę. Przyszedł czas, kiedy zaczynam myśleć o założeniu rodziny. Zapuściłam tu korzenie. Warszawa będzie moim domem. Myślę, by ściągnąć do siebie mamę, ale to dopiero jak przejdzie na emeryturę - przyznaje.

W stolicy nie ma szpajzy

Mateusz Greloch mówi, że nie ma dnia, żeby nie zastanawiał się nad powrotem na Śląsk. - Ale boję się, że nie będzie dla mnie pracy w zawodzie. Już raz robiłem przymiarki do powrotu. Kiedy dowiedziałem się, ile miałbym zarabiać w Rybniku za dwa razy więcej pracy, zrezygnowany wróciłem do stolicy. Boli mnie, że nie ceni się dobrych fachowców od Social Media w moich rodzinnych stronach, ale najwidoczniej jeszcze na to za wcześnie - opowiada. Do Warszawy wyjechał z Radlina niecałe trzy lata temu. Przyciągnęła go dziewczyna Ola. Dziś już narzeczona.

- Poznaliśmy się u nas, na Śląsku. Podczas Intel Extreme Masters w Katowicach obydwoje byliśmy wolontariuszami - wspomina Mateusz. - Od razu zaiskrzyło i zdecydowaliśmy się spróbować utrzymać związek na odległość. Jeździliśmy do siebie co dwa tygodnie, raz ja do niej, raz ona do mnie. Po pół roku postanowiliśmy zamieszkać razem i zacząłem rozglądać się za pracą w stolicy - dodaje. Problemu z tym nie było. Obecnie pracuje zdalnie dla Agencji PR z Białegostoku. - Moim hobby są Social Media i branża gier wideo, dlatego można powiedzieć, że moja praca to moja rozrywka i na odwrót. Nie narzekam na brak wolnego czasu i nadal prowadzę bloga, podcast oraz kanał na YouTube, które zakładałem jeszcze na Śląsku - przyznaje. Nie wyobraża sobie spędzić świąt poza Radlinem. Zresztą przed nimi czekało na niego spore wyzwanie - wybrać prezenty dla najmłodszych członków rodziny, których jest... ośmioro. - Bracia i siostra pozakładali rodziny, wychowują bajtle i czuję, że sporo mnie omija. Jestem bardzo związany z rodziną i wiedziałem, co mnie czeka, gdy wyjadę do stolicy. No, przydałoby się też częściej zjadać szpajzę. To mój ulubiony deser, ale w stolicy jej nie znają - komentuje.

Rosół, mięsa, sałatki

Marcelina Nowak, siatkarka z Czeladzi, do Warszawy wozi ze sobą domowe smakołyki. Wyjechała tam cztery lata temu, by grać w Sparcie Warszawa. Tak jak pozostali bohaterowie, w stolicy brakuje jej rodziny oraz domowej kuchni. - Niestety jestem słabą kucharką i w Warszawie nie dojadam. Zresztą trudno jest dorównać obiadom w moim rodzinnym domu - zdradza. Dlatego za każdym razem, gdy wraca w rodzinne strony, zabiera ze sobą pustą walizkę. W drodze do Warszawy walizka jest pełna smakołyków. - Rosół robi mi babcia, mięsa mama, a sałatki przyrządzam ja, tak jak umiem - wylicza.

Z danych GUS wynika, że tylko w zeszłym roku na pobyt stały z naszego regionu do woj. mazowieckiego zdecydowało się wyjechać blisko 1400 osób. Większość to ludzie w wieku produkcyjnym, najczęściej kilka lat po studiach. Mazowsze jest też regionem, do którego ciągnie najwięcej z nas.

Prof. Krystiana Heffnera z katedry gospodarki przestrzennej i środowiskowej Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, te liczby wcale nie dziwią. - Taki sam trend jest w większości krajów europejskich - podkreśla. I jak wyjaśnia, stolica ma wiele walorów, które przyciągają głównie młodych ludzi. Najważniejszy to rynek pracy. - Prosty przykład. Zdecydowana większość dużych firm ma swoją siedzibę w stolicy. Już tym przyciąga bardziej niż miasta, które mają pojedynczych reprezentantów. Na Śląsku jest kilka międzynarodowych korporacji. Ale skala jest o wiele mniejsza. Tym samym konkurencja na rynku pracy dużo większa niż w stolicy - wyjaśnia.

Migracje mieszkańców z danych GUS
Wynika z nich, że w 2015 roku 2956 mieszkańców Śląskiego wyjechało do woj. małopolskieg. Drugie miejsce zajęło w tym zestawieniu woj. mazowieckie - 1389. Trzecie - 1115 osób - wyjechało do woj. dolnośląskiego. W sumie GUS mówi o 42 873 mieszkańcach, którzy zmienili w zeszłym roku adres (mowa o pobycie stałym). Jednak w tej grupie lwią część stanowią migracje wewnątrz regionu - 32 569. Chodzi tu o mieszkańców, którzy, np. z Katowic zdecydowali się wybudować dom w Psarach czy na Jurze. Najmniej - 124 osoby - zdecydowały się przeprowadzić do woj. podlaskiego.

Katarzyna Domagała-Szymonek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.