Zabrze. Marzenie poszukiwaczy zaginionej sztolni

Czytaj dalej
Fot. Marzena Bugala- Azarko / Polska Press
Grażyna Kuźnik

Zabrze. Marzenie poszukiwaczy zaginionej sztolni

Grażyna Kuźnik

Dzisiaj wielkie otwarcie nowej trasy w Głównej Kluczowej Sztolni Dziedzicznej w Zabrzu. Mało kto wie, jak sensacyjne było odkrycie sztolni po latach zapomnienia

Ekipa miejskich wodociągów w Zabrzu ma problem: gdzieś w śródmieściu znika woda z uszkodzonych rur. Fachowcy sprawdzają jeden z małych kanałów, gdzie rzadko się zapuszczają. W mroku korytarza widzą wejście do nieznanego pomieszczenia. Ciągnie stamtąd bagnem. Nikt nie wie, co to jest, na mapach nic nie zaznaczono. Ekipa woli tam nie zaglądać. I może nic by się nie stało, gdyby nie to, że wiadomość dotarła do poszukiwaczy zaginionej sztolni.

To grupa inżynierów ze Skansenu Królowa Luiza, specjalistów, muzealników, nurków, grotołazów. Oni wierzą, że legendarna Główna Kluczowa Sztolnia Dziedziczna, kiedyś duma Górnego Śląska, nadal istnieje w podziemiach Zabrza.

Ale zniknęła kilkadziesiąt lat temu i nikt nie wie, gdzie się podziała. Nikt nie zostawił wskazówek, jak się do niej dostać, nawet dla kontroli. Sławna niegdyś na całą Europę sztolnia, której budowa pochłonęła niewyobrażalny majątek, zagubiła się w podziemnych labiryntach jak mysz.

Marzena Bugala- Azarko / Polska Press „Glück auf! 1791” - taki napis widniał kiedyś nad wejściem do Głównej Kluczowej Sztolni Dziedzicznej. To rok założenia kopalni Królowa Luiza w Zabrzu.

Szaleńcza wyprawa

Jest głęboka noc, gdy grupka ludzi, która wolałaby nie spotkać policji, przemyka ulicami Zabrza. W pobliżu byłego magistratu przy ul. Karola Miarki cienie odsuwają właz kanalizacyjny i znikają pod ziemią. Wyprawa jest niebezpieczna, nie ma na nią oficjalnej zgody. W podziemiach Zabrza mogą czyhać śmiertelne pułapki.

Grupa z Zabrzańskiego Klubu Sportów Ekstremalnych „Extreme” jest już w kanale. Odnajduje stare wejście, jakby przyrosłe do murów. Ale da się otworzyć, za nim - korytarz. Stare kopalniane wyrobisko to groźny przeciwnik, zna wiele sposobów na zabijanie. Metan, pył węglowy, woda, ogień, zawalenie, tlenek węgla, siarkowodór, gaz ziemny - do wyboru. Śmiałkowie, z duszą na ramieniu, wchodzą jednak do środka. Widzą pięknie wy-sklepiony strop tunelu, ale pod nogami muł, zapadają się w nim po kolana. Na pewno płynęła tędy woda, ale dawno już wyschła. Michał Maksalon powie później o tej pierwszej wyprawie, że była szaleństwem. Pchały ich jednak ciekawość i cel. Bardzo chcieli odkryć Sztolnię Dziedziczną. Kiedyś kipiało w niej życie: płynęła rzeka, do portów dobijały łodzie, skrzypiały żurawie, uwijali się dokerzy. Podziemny Amsterdam. Ale to wszystko było tak dawno, że stało się tylko legendą.

Pozostało jeszcze 53% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Grażyna Kuźnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.