Zaglądał tu Piotr Skrzynecki, wpada Leszek Długosz. Poznajcie szewskie królestwo Jacka Miszczuka

Czytaj dalej
Fot. Joanna Urbaniec / Polska Press
Ewa Wacławowicz

Zaglądał tu Piotr Skrzynecki, wpada Leszek Długosz. Poznajcie szewskie królestwo Jacka Miszczuka

Ewa Wacławowicz

Dla szewstwa porzucił po 24 latach pracę w geodezji. I mimo że w swojej pracowni przy Jagiellońskiej 8 spotykał i spotyka niezwykłych klientów a na brak pracy narzekać nie może, to ubolewa, że szewstwo pomału wymiera. Jacek Miszczuk i jego warsztat na stałe wpisali się w pejzaż krakowskiego Starego Miasta. Jak przekonuje mistrz - nigdzie się nie wybierają. I to wcale nie dlatego, że „szewc bez butów chodzi". Zapraszamy na pierwszy reportaż z cyklu "Ginące zawody".

- Najważniejsze, by but był wygodny, nie niszczył stopy i był przy tym jak trzeba ozdobą osoby bez względu na jej płeć, tuszę czy posturę – mówi Jacek Miszczuk. To dlatego klienci, którzy przychodzą do jego pracowni i mówią, że mają problem ze stopami, że trzeba coś naciągnąć, coś poprawić, coś dopasować, nie muszą się o nic martwić bo zawsze mogą liczyć na fachową doradę i usługę. To sprawia, że wielu z nich potem tu wraca.

Pan Jacek przytacza przykład kilku klientów, którzy całe lata zmagają się z wadami ortopedycznymi a którym buty, w związku z ich występowaniem, ciągle się niszczą i wymagają naprawy. - Od 20 lat płacą u mnie za usługę tyle samo – przekonuje. I choć nie ukrywa, że jego klientelę stanowią dziś w głównej mierze przedstawiciele polskiej emigracji bądź obcokrajowcy, to zawsze są bardzo miłe spotkania.

-Przyjechał raz klient z USA, który zmierzył zamszowe buty i biegając w nich tam i z powrotem śmiał się z ich ceny. Dla niego 25$ - bo tyle kosztowały – to tyle co nic, w USA nawet tenisówek ze skóry by za to nie kupił – mówi krakowski szewc. Miszczuk z uśmiechem wspomina też klienta z Niemiec, który gdy tylko jest z rodziną w Krakowie wstępuje do pracowni by się przywitać. Ale bywali i bywają też krakowianie – nieżyjący już lider „Piwnicy Pod Baranami” - Piotr Skrzynecki, zmarły w katastrofie smoleńskiej polityk Zbigniew Wassermann czy wciąż bardzo aktywni poeta Leszek Długosz i aktor Leszek Piskorz, słynny „Kinder z Grzegórzek”.

Historia zakładu Pana Jacka sięga 1945 r., o czym zaświadcza ulotka umieszczona na jednej z szafek. - To rodzinna spuścizna. Założycielami pracowni byli moi dziadkowie, którzy otworzyli zakład w Warszawie – opowiada. Już po wybuchu Powstania Warszawskiego zakład przeszedł pod skrzydła jego rodziców, a następnie pracę rozpoczął sam pan Jacek. Jak przekonuje dobrowolnie, porzucając długoletnią pracę w geodezji.

Podobnie jak wtedy tak i dziś krakowski szewc na brak roboty nie może narzekać. Zaświadcza o tym pełna półka butów gotowych do odbioru i druga, pełna tych czekających na pomoc. Na naprawach jednak się nie kończy. Spod ręki Jacka Miszczuka „jeśli czas pozwala” wciąż wychodzą piękne i lekkie buty ze skóry i zamszu. Problem jednak jest - szewstwo wymiera. Nieuchronny upływ czasu powoduje, że odchodzą kolejni mistrzowie w np. modelarze czy cholewkarze, którzy mogliby przekazać wiedzę młodszym pokoleniom. Nie bez wpływu jest także zalew butów produkowanych w Chinach – lichej jakości, z lichych materiałów.

Cóż, o tym, że te kłopoty szewców – nie tylko krakowskich - to nic nowego, niech świadczy fakt, że już w 1931 r. 1500 krakowskich szewców protestowało przeciw firmie Polska Spółka Obuwia "Bata". Podwawelscy rzemieślnicy domagali się wówczas min. zakazu budowy w Polsce fabryk obuwia. Rzecz działa się kilkanaście dni po tym, jak "Bata" otworzyła salon na rogu ul. św. Marka i Floriańskiej.

Dziś po takiej liczbie zakładów szewskich nie ma już co prawda śladu, a szewcom zagrażają nie polskie, a przede wszystkim azjatyckie fabryki, to jak przekonuje nasz Mistrz, on sam nie zamierza jednak się poddać i mimo piętrzących się kłopotów wciąż ma wielu życzliwych i sympatycznych klientów – Dzięki nim warto pracować, a ja czuje się potrzebny – mówi Jacek Miszczuk.

Zakład szewski Pana Jacka Miszczuka znajduje się w centrum Krakowa, przy Jagiellońskiej 8. Rzut beretem od Rynku Głównego.

Jeśli znacie inne, warte uwagi historie, koniecznie dajcie nam znać:
ewa.waclawowicz@polskapress.pl
malgorzata.krysa.polskapress.pl

Ewa Wacławowicz

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Zbigniew Rusek

NIestety, nie tylko ubywa szewców, ale i wszystkich innych fachowców. teraz 'ze świeczką" szuka się kaletnika, introligatora. Ubywa stolarzy, krawców, ślusarzy, jest niedobór hydraulików, spawaczy. Mamy masowe studia i to często takie, które nie dają konkretnego zawodu (kierunki humanistyczne, itp.) i coraz więcej ludzi jest wysoko wykształconych, ale są to kwalifikacje mało przydatne, a nieraz wręcz nieprzydatne na rynku pracy. Niedługo dojdzie do tego, że zabraknie piekarzy (a chleb jedzą wszyscy).

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.