Zbigniew Cybulski. Roztargniony czarodziej nie zdążył na pociąg

Czytaj dalej
Grażyna Kuźnik

Zbigniew Cybulski. Roztargniony czarodziej nie zdążył na pociąg

Grażyna Kuźnik

50 lat temu, 8 stycznia 1967 roku, zmarł tragicznie aktor i symbol pokolenia, Zbigniew Cybulski. Pochowano go w Katowicach. Miasto planuje obchody rocznicy śmierci artysty.

Brat wszystkich Polaków - mówiono o nim. Liryczny, niezdarny, z sercem na dłoni. Skłonnością do alkoholu i przeszłością, o której nie mógł zbyt wiele mówić. Nie miał nic wspólnego z propagandowym chłoporobotnikiem, ale pasował wszystkim przetrąconym przez wojnę.

Każdy mógł w Zbigniewie Cybulskim znaleźć coś z siebie. Był przecież „wiecznym tułaczem, niezmordowanym łgarzem, starzejącym się dzieckiem, upadłym świętym, Polakiem na delegacji, roztargnionym czarodziejem, primadonną, pieszczochem i bożydarem w wielgachnym kożuchu” - to słowa Tadeusza Konwickiego, który pracował z Cybulskim przy filmie „Salto”. Nie lubił go. Aktor grał główną rolę, dużo pił, trzeba było powtarzać ujęcia albo kończyć pracę. Ale gdy reżyser Martin Scorsese zobaczył film, uznał że to arcydzieło musi poznać cały świat. W pamięci rodaków Cybulski pozostał jednak jako akowiec Maciek Chełmicki z „Popiołu i diamentu” Andrzeja Wajdy.

W 50. rocznicę śmierci Zbigniewa Cybulskiego ukazała się właśnie jego nowa biografia „Podwójne salto” Doroty Karaś. Autorka prześledziła nieznane dotąd losy jego kresowej rodziny i zapomniane śląskie wątki. Dla aktora Katowice stały się przecież drugim gniazdem. Tutaj aktor miał rodziców, do których stale wracał, chociaż katowickie mieszkanie dalekie było od rodzinnego majątku na Pokuciu.

Aktor urodził się w 1931 roku w Kniażach, w ówczesnym województwie stanisławowskim; dzisiaj to Ukraina. Wojna rozrzuciła Cybulskich na cztery strony świata. Odnaleźli się cudem po latach; rodzice znowu osiedli na kresach, tyle że zachodnich. Zbyszek nigdy nie opowiadał dokładnie, co go spotkało podczas wojny. Przyjaciele domyślali się, że coś ostatecznego. Młodszy brat Antoni rzucał czasem, że umierali z głodu, musieli grzebać w śmietnikach, z nędzy obaj tracili wzrok, stąd później ciemne okulary, latały im zęby. Często byli o krok od śmierci. Taki był los opuszczonych nagle dzieci, zdanych na krewnych, którzy też głodowali.

Wojna zastaje pracownika Ministerstwa Spraw Zagranicznych Aleksandra Cybulskiego - ojca Zbyszka i Antoniego - w Warszawie. Cybulski odmawia ewakuacji razem z resortem do Rumunii, chce przedrzeć się do żony Ewy i synów. Ale tam już szaleje NKWD. Ewa Cybulska zostaje aresztowana i wywieziona do Kazachstanu z wyrokiem dziesięciu lat łagru.

Aleksander na własną rękę przedostaje się do Rumunii i Francji, działa w ruchu oporu, trafi w końcu do obozu w Le Vernet, dla wrogów III Rzeszy. Babcia Zbyszka i Antka zostaje z jego synami w Kołomyi. Boi się zsyłek i samosądów, dzieją się tutaj straszne rzeczy; wyprawia wnuków do krewnych pod Warszawę. Dla chłopców kończy się czas bezpieczeństwa. Znane fobie aktora; obsesyjne przywiązanie do chlebaka i menażki przerobionej na kubek, sprawdzanie, czy czegoś nie zgubił, ciągła chęć zmiany miejsca pobytu, wzięły się właśnie z tamtego okresu.

Na pytanie, gdzie są ich rodzice, Zbyszek i Antoni odpowiadają, że umarli. Krewni wymieniają się opieką, trudno wychować i wyżywić dwóch chłopaków. W Warszawie zajmuje się nimi brat ojca Bogdan, który utrzymuje jeszcze dziadków. Przed powstaniem zdąży chłopaków wysłać do rodziny na wieś; ale sam wywieziony przez Niemców zaginie, dziadkowie nie przeżyją.

Zbyszek bał się nocy. Autorka biografii cytuje słowa Kazimierza Kutza: „Na mnie zawsze robił wrażenie zbiega. Zachowywał się tak, jakby chwilę po zapadnięciu zmierzchu zjawić się miał ktoś ze skierowaną w jego serce lufą - aby go zabić. To był ten jego wielki strach wyniesiony z tamtych niedobrych czasów”.

O Katowicach Zbyszek słyszał od dzieciństwa, tam dziadek wysyłał paki z deserowymi owocami; w Kniażach rosły wysokiej klasy winogrona, morele, brzoskwinie. O tym mieście usłyszy po raz drugi dopiero wtedy, gdy odnalezieni rodzice przeniosą się na Śląsk.

Po wojnie bracia zahaczą o Kraków, potem z krewnymi ruszą na Dolny Śląsk, do obecnego Dzierżoniowa. Tutaj przychodzi wiadomość, że rodzice przetrwali. Matka dotarła na Zachód z armią Andersa, męża odnalazła w Paryżu. Chcą ściągnąć synów do Francji, zabiegi trwają jednak zbyt długo, wracają do Polski. Po siedmiu latach rozłąki spotykają się z chłopcami na dworcu w Katowicach.

Antoni wspominał: „Rodzice zostawili nas dziećmi i był problem, czy się wzajemnie poznamy”. Poznali się sercem. Ojciec zdobył mieszkanie w Siemianowicach przy ulicy Parkowej 12; został kontrolerem jakości w Centrali Zbytu Węgla. Przedwojenny urzędnik nie może liczyć na większą karierę, mieszkanie ma dzięki znajomemu poznanemu we Francji, to dawny sklep. Matka pracuje w banku. Zbyszek chce jednak zdawać maturę w Dzierżoniowie. Ojciec w listach żałuje, że nie zna syna: „Tak się składało, że nie mieliśmy sposobności nawet przyjrzeć się sobie”.

Już nigdy nie zamieszkają wspólnie na stałe. Zbyszek studiuje w Krakowie handel; ma 174 cm wzrostu, waży 66 kg, jest zdolny do służby wojskowej. Koledzy wspominają o czarującym uśmiechu i pięknych zębach. To atut, gdy zgłasza się na egzaminy do krakowskiej szkoły aktorskiej. Rodzice uważają, że dziwaczy, brat Antoni zgodnie z ich wolą zostanie prawnikiem.

Ale Zbyszek nauczył się sam podejmować decyzje. Nie wstąpił do ZMP. W szkole nazywają go „Stary Polak z tako nisko dużo dupo”. Nie wymawia „ą” i „ę”, ma słaby wzrok. Dziewczyny i tak się w nim kochają, a wkrótce pokochają go widzowie.

Zaprzyjaźni się z Bogumiłem Kobielą, który pochodzi z Katowic. Rodzice Zbyszka przenieśli się na ulicę Powstańców 36a, czwarte piętro. Ojciec jest urzędnikiem w katowickiej dyrekcji budowy kopalń soli potasowej. Coraz sławniejszy aktor odwiedza rodziców, przyjeżdża motorem z „kociakami”, budzi sensację. Ostatni adres najbliższych to plac Grunwaldzki, szóste piętro. Tu zamieszka matka z synem Antonim po śmierci męża w 1965 roku.

Zbyszek jest już wtedy żonaty, ma syna Maćka. Ale w domu nie usiedzi. Małżeństwo się sypie, nosi go, potrzebuje towarzystwa. Pije. Wysyła do kolegów telegramy telefoniczne, na przykład: „Bardzo mi smutno. Przyjdź natychmiast”. Żona to słyszy.

Amerykański „Time” pisze o Cybulskim, że jest „pierwszą międzynarodową gwiazdą filmową zza żelaznej kurtyny”. Marlena Dietrich uważa, że jest seksowny. Po jej śmierci został kalendarz, pod nazwiskiem Z. Tsybulski dopisek: „Kochałam go?”.

7 stycznia 1967 roku aktor odbiera telefon z Ameryki; ma zagrać w hollywoodzkim filmie „Tramwaj zwany pożądaniem”, gaża 100 tys. dolarów. Na razie gra w kryminale „Morderca zostawia ślad”, film powstaje we Wrocławiu. Cybulski akurat nie pije, ale z przyjacielem Alfredem Andrysem spóźniają się na jeden nocny pociąg do Warszawy, potem na drugi i na trzeci, ten o 4.20. Andrys wskakuje do niego w ostatniej chwili, noga Cybulskiego klinuje się między peronem a stopniami. 8 stycznia o godz. 5.25 Zbigniew Cybulski umiera w szpitalu.

Pogrzeb jest w Katowicach. Mówi się, że miasto ostatni taki widziało, gdy chowano Wojciecha Korfantego, przyszło kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Pewien ubek liczy i wysyła raport, że 16 tysięcy. Matka Zbyszka jeszcze przez dwadzieścia lat patrzy przez okno na kino „Kosmos”, gdzie puszczają czasem - coraz rzadziej - filmy z jej synem. Spoczęła obok męża i dwóch synów, teraz są już wszyscy razem.

Rocznica śmierci Zbigniewa Cybulskiego
Uroczystości rozpoczną się 9 stycznia br. o godz. 13.30 na cmentarzu przy ulicy Sienkiewicza w Katowicach, gdzie znajduje się grób Z. Cybulskiego. Tu złożone zostaną kwiaty, pojawią się poczty sztandarowe katowickich szkół, Romuald Ardanowski zaśpiewa utwór Czesława Niemena „Dziwny jest ten świat”. O godz. 15 w kinoteatrze Rialto zaplanowano spotkanie wspominkowe, w którym udział wezmą aktorzy i przyjaciele artysty.

Grażyna Kuźnik

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

PiSarczyk zza rubiezy

Tak propaganda umie wykreowac nowego bohatera narodowego. Napewno jako aktor byl na swoje czasy czyms nowym - polskim James'em Dean'em (nie moge ocenic, bom za mlody).
Tysiace dzieci szukalo wtedy po smietnikach i kompinowalo. Setki, jesli nie tysiace robilo trzymiesieczne wyzsze studia dla wysunietych.
Ale, ze stan upojenia zakonczyl w tragiczny sposob jego zycie. Czy to tez zalicza sie do bohaterstwa i meczennictwa w PiSolandii?

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.