Marcin Zasada

Zmarł Aleksander Franta. Żegnamy wielkiego architekta. Sprawił, że powstały Gwiazdy czy Piramidy

Zmarł Aleksander Franta. Żegnamy wielkiego architekta. Sprawił, że powstały Gwiazdy czy Piramidy
Marcin Zasada

Pomyślmy o człowieku, który swą wyobraźnią, pracą i kreatywnością sprawił, że Śląsk jest lepszym miejscem do życia. Aleksander Franta, wielki architekt, wizjoner i artysta. Pożegnamy go dziś w Katowicach, jutro w Nowym Targu.

Aleksander Franta, jeden z najwybitniejszych śląskich architektów, odszedł 1 maja, trzy miesiące po 94. urodzinach. Będziemy o nim pamiętać, bo osiedle Tysiąclecia z ikonicznymi Kukurydzami, bo Gwiazdy, bo Piramidy w Ustroniu, Teatr Ziemi Rybnickiej, dom kultury w Świętochłowicach czy wspaniały, niedoceniany budynek dyrekcji WPKiW. I wiele innych. Nie ma chyba w historii Śląska architekta, który zostawiłby po sobie tak widoczny ślad w jego krajobrazie. Pamiętając oczywiście, że dzieła Franty to również dzieła Henryka Buszki, z którym tworzył nierozerwalny duet, a także związanego z nimi przez lata Jerzego Gottfrieda.

Zielone konie wam nie pomogą

- Obu spotkałem na studiach - Gottfried wspominał przyjaźń z Buszką i Frantą. - Szybko zaczęliśmy trzymać się razem - bo byliśmy tak samo goli i wygłodniali. Dosłownie. Studiowaliśmy w okrutnej nędzy. Po studiach Buszkę sam ściągnąłem na Śląsk. Franta miał bliżej, bo z Krakowa.

Tercet Buszko-Franta-Gottfried przeszedł do historii polskiej architektury jako „Zielone Konie”. W 1954 roku młodych architektów, niedługo po zdobyciu dyplomów, zaproszono do udziału w zamkniętym konkursie na zagospodarowanie otoczenia Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Już samo to było sukcesem i tak też udział w konkursie potraktowali inni zaproszeni, projektujący przestrzeń wokół PKiN niejako służebnie wobec pomnika socrealistycznej architektury. Buszko, Franta i Gottfried narysowali wysokie budynki na obrzeżach, w środku niższe dla handlu i usług. Pierzeję kompleksu wieńczyły rzeźby koni z brązu, które z czasem miały pokryć się patyną.

Dzieło młodego tercetu jurorzy uznali za nieprawomyślną dezynwolturę. Jeden z sędziów stwierdził, że „woli nie wypowiadać się o tej pracy, bo musiałby wyrazić potępienie dla moralnej postawy twórców”. Z jego ust padły wtedy słynne słowa: „Żadne zielone konie nie pomogą wam w ukryciu kosmopolitycznej architektury”. Buszko, Franta i Gottfried byli zbyt nowocześni, już wyrastali ponad ciasnotę zideologizowanej architektury.

Ciekawie mówił o tym w DZ Jerzy Gottfried: „Gdy do nas wkroczył socjalizm, a wkroczył, jak zaznaczam, w łagodnej formie, z architektami mojej generacji chcieliśmy przede wszystkim uwierzyć w to, że jesteśmy wolni. Że wolni będziemy budować jakąś nową ojczyznę… Większość Polaków uznała, że to »ukąszenie« socjalizmu, który w architekturze objawiał się dbałością o kwestie społeczne, jest akceptowalne. Trzeba budować, żeby ludziom mieszkało się lepiej, z dbałością o zieleń, żeby na osiedlu były blisko przedszkole i apteka? Co w tym złego?”. Ten społeczny pierwiastek na zawsze zachował się we wrażliwości Franty, Buszki czy Gottfrieda. I to pomimo faktu, że cała trójka, podobnie jak ówczesne pokolenie polskich projektantów, została na studiach wychowana przez przedwojennych modernistów.

Odważny i sprytny

Z Aleksandrem Frantą ostatni raz widziałem się podczas zdjęć do filmu dokumentalnego „Archikosmos”. Dwa lata temu. Opowiedział wtedy, dlaczego po studiach, z dyplomem zdanym na 5, wybrał akurat dymiący Śląsk. Tak, przyjaźń z Buszką i Gottfriedem była ważna („Wspólnie tworzyliśmy, ale było to możliwe, bo się dobrze rozumieliśmy i przyjaźniliśmy. Narty, żagle, wędrówki… To była nasza piękna młodość” - opowiadał Gottfried). Ale Franta podkreślał również, że to na Śląsku były „najbardziej przyzwoite warunki pracy dla architektów”.

Oznaczało to między innymi, że wybitne architektoniczne umysły patrzyły na Śląsk jak na szansę na realizację swoich ambicji, wyobraźni i chęci kreacji. Ta szansa, co wszyscy projektanci tamtej ery podkreślali zgodnie, była możliwa nie tylko dzięki czystej karcie, jaką w wielu obszarach był Śląsk. Wielką rolę odgrywał także dobry klimat do nieszablonowych przedsięwzięć, budowany dla architektów przez Jerzego Ziętka.

A Franta i Buszko mieli dość wyobraźni, by łamać najróżniejsze schematy. W 1958 roku duet ten założył w Katowicach pierwszą w Polsce (!) autorską Pracownię Projektów Budownictwa Ogólnego. W Polsce jeszcze 20 lat później architekci nie mogli pracować prywatnie.

„W czasach PRL-u to było nie do pomyślenia. Trzeba było być nie tylko odważnym, ale bardzo sprytnym. Odważnym, bo jako członkowie SARP Henryk i Leszek często organizowali spotkania z innymi architektami, oczywiście o tematyce »uzdrowienia ojczyzny« i tworzenia architektury naszych czasów... To znaczy tak jak w całym zachodnim świecie” - wspominał kolejny znakomity architekt, Jurand Jarecki.

„Dla mnie osobiście ich zaangażowanie, poświęcenie się li tylko architekturze, było wzorcem do naśladowania” - mówił o Francie i Buszce Jarecki.

W okresie kierowania własną pracownią Franta razem z Buszką stworzyli swoje najsłynniejsze dzieła. Między innymi osiedle Tysiąclecia z pełnym zespołem mieszkaniowym, 2 kościołami i szkołami artystycznymi. Do dziś to wielkie założenie uważane jest za najlepiej przemyślane, zaprojektowane osiedle w Polsce. Gdy widzieliśmy się po raz ostatni, Franta drżącą ręką szkicował, jak udało się wykorzystać doskonały pomysł planu Gwiazd przy budowie Kukurydz: „W istocie rzutu oba budynki różniły tylko ćwierćkoliste balkony” - tłumaczył architekt. O tym, jak płodny był duet Buszko-Franta, mogą zaświadczyć liczby: 470 zrealizowanych obiektów, 3 patenty, w tym 2 wdrożone, dziesiątki nagród i publikacji. 470 zrealizowanych obiektów!

Bez architektury nie ma życia

Przyjaciele nazywali go Leszkiem. Gottfried, który z Frantą był blisko do swych ostatnich dni, zdradzał: „Rozmowy z nim są moją ostatnią deską ratunku”.

- Rozmawiamy nie tylko o architekturze. Czysta przyjemność, bo Leszek to niezwykły intelekt - mówił Gottfried.

Dla współpracowników, przyjaciół, dla bliskich Franta przez całe dekady był inspiracją. Na Śląsku można by zebrać rzeszę architektów, którzy powtórzą za nim (AF był wykładowcą m.in. Politechniki Śląskiej; wychowawcą kilku pokoleń architektów): „Bez architektury nie ma życia”. Doskonale wiedzą to też jego potomkowie. Architektami są jego dzieci: Anna (prof. Anna Franta wykłada na Politechnice Krakowskiej) i Piotr. Architektami zostali jego synowa Ewa oraz wnukowie: Julian i Maciej. Nie ma i nie było na Śląsku architekta o takiej skali oddziaływania. Jarecki żartował kiedyś: „Pocieszam się, że z Frantą mi się dobrze jeździło na nartach i tylko w tym byłem lepszy”.

Marcin Zasada

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.