Zniszczone samochody turystów w Złatnej na drodze na Rysiankę. Policja czeka na zgłoszenia, gmina próbuje coś temu zaradzić

Czytaj dalej
Fot. arc
Jacek Drost, Łukasz Klimaniec

Zniszczone samochody turystów w Złatnej na drodze na Rysiankę. Policja czeka na zgłoszenia, gmina próbuje coś temu zaradzić

Jacek Drost, Łukasz Klimaniec

Przedziurawione opony, naruszone korki do wlewu paliwa i – prawdopodobnie – nieznana substancja wsypana do baku. Z taką góralską „uprzejmością” spotkali się turyści w gminie Ujsoły.

O sprawie napisała na swoim facebookowym profilu Sylwia Ślęzak, turystka z Górnego Śląska, która w sobotę z mężem przyjechała do Złatnej Huty. Zostawili samochód na ogólnodostępnym parkingu, gdzie były zaparkowane już inne auta i wybrali się na Rysiankę. Wrócili z wyprawy drugiego dnia, spakowali sprzęt do samochodu i ruszyli w drogę powrotną. Ale po przejechaniu około 400 metrów ich samochód nieoczekiwanie zgasł.

- Zupełnie odcięło paliwo. Sądziliśmy, że może zapowietrzył się bak, więc postanowiliśmy odkręcić korek wlewu. Ale nie dało się. Ktoś ewidentnie przy nim majstrował. Były obtarcia, jakby ktoś próbował podważyć go kluczykiem, a cała klapka była „wyrobiona”. Stąd nasze podejrzenie, że skoro auto było zatankowane do pełna, a wlewu do baku nie da się otworzyć, to może ktoś próbował tam coś dosypać lub spuścić paliwo – relacjonuje pani Sylwia.

Nie minął kwadrans, gdy za nimi zatrzymał się inny turysta, któremu nowiutki samochód nieoczekiwanie odmówił posłuszeństwa. Objawy były identyczne. Konieczne było wezwanie lawety.

Podejrzenia, że ktoś wsypuje lub wlewa do baków nieznaną substancję nabrały mocy, gdy okazało się, że na parkingu w Złatnej Hucie w miniony weekend było co najmniej sześć przypadków, w których turyści nie mogli uruchomić auta. W jednej sytuacji sprawca nie dostał się do baku, więc... przeciął opony. Podobna rzecz miała miejsce w Glince, gdzie opony został przecięte w dwóch samochodach turystów.

– Właśnie analizujemy całą sytuację, żeby podjąć adekwatne działania, które ten proceder – absolutnie naganny - ukrócą lub zlikwidują – komentuje Tadeusz Piętka, wójt gminy Ujsoły. Dodaje, że znalezienie i złapanie zdeterminowanego wandala nie jest takie proste. – Co możemy zrobić, żeby odstraszało potencjalnego wandala? Wprowadzić monitoring z obrazem o dobrej rozdzielczości, co jest jednak bardzo kosztowne; wystąpiliśmy do komisariatu w Rajczy o zintensyfikowanie patroli policji w tamtym rejonie i apelujemy do mieszkańców, by w trosce o wizerunek gminy o takich aktach informowali Urząd Gminy. Tyle możemy zrobić i tyle zrobimy licząc na to, że przyniesie to efekty – mówi wójt.

Mirosława Piątek, rzeczniczka żywieckiej policji, poinformowała, że do podobnych przypadków dochodziło jesienią 2018 r. Obecnie żywiecka jednostka nie otrzymała oficjalnego zgłoszenia o uszkodzonych samochodach. Prawdopodobnie takie zgłoszenia zostały złożone w innych komisariatach i materiały zostaną dopiero przesłane.

– Przestępstwa dotyczące zniszczenia mienia ścigane są na wniosek pokrzywdzonego. Apelujemy do poszkodowanych, żeby zgłaszali takie przypadki bezpośrednio w momencie ujawnienia, a nie po powrocie do domu, żebyśmy mogli dokładnie obejrzeć samochód i miejsce, w którym doszło do przestępstwa – mówi rzeczniczka żywieckiej policji.

Jacek Drost, Łukasz Klimaniec

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.