Związek w bolesnym szpagacie

Czytaj dalej
Teresa Semik

Związek w bolesnym szpagacie

Teresa Semik

Regionalizm górnośląski potrzebuje swoich reprezentacji - to jest jasne. Spójrzmy na Związek Górnośląski. Bo ten przegrywa z Ruchem Autonomii Śląska, choć kiedyś startował z pozycji siły...

Prezes Związku Górnośląskiego Grzegorz Franki stoi w rozkroku - z jedną nogą w Platformie Obywatelskiej, drugą w Ruchu Autonomii Śląska. Dokąd zmierza organizacja, od której zależały kiedyś niemal wszystkie lokalne awanse?

- Związek Górnośląski powinien przesiąść się z pojazdu pod nazwą Platforma Obywatelska na coś porządniejszego, choćby na rower, który pozostawia jeden, wyraźny ślad - komentuje prof. Jerzy Wuttke z ASP, jeden z założycieli tej organizacji. Dziś jej unika, także ze względu na relacje z Ruchem Autonomii Śląska.

Związek Górnośląski powstał w 1989 roku na fali transformacji ustrojowej i odradzającej się śląskiej tożsamości, w środowiskach inteligenckich. Jego pierwszym przewodniczącym był prof. Andrzej Klasik z Uniwersytetu Ekonomicznego, a wśród założycieli także prof. Ewa Chojecka, prof. Joanna Rostropowicz, prof. Irena Lipowicz, prof. Franciszek Marek, prof. Julian Gembalski czy prof. Idzi Panic.

- Profesor Lipowicz nadal przewodniczy kapitule naszej nagrody imienia Wojciecha Korfantego, a profesor Rostropowicz wspiera nasze zabiegi o edukację regionalną - tłumaczy Franki. Jest dziesiątym szefem Związku w 28-letniej historii.

Dr Jan Rzymełka, też współtwórca tej organizacji, a dziś poza nią, przypomina, że deklarację ideową wykuwali w podziemiu, przewidując, że zmiana ustroju w Polsce wpłynie na wzrost znaczenia lokalnych społeczności. Pojechał nawet do Gogolina, do Johanna Krolla, bo zanosiło się na to, że porozumieją się z mniejszością niemiecką. - Związek Górnośląski był wówczas otwarty także na środowiska niemieckich Ślązaków i zaproponował im wejście do zarządu - wyjaśnia dr Rzymełka. Ostatecznie Niemcy wybrali własną drogę, a polscy regionaliści połączyli siły także z Klubem Inteligencji Katolickiej.

Właśnie z KIK-iem był związany Wojciech Czech, sygnatariusz Związku Górnośląskiego, pierwszy wojewoda katowicki po 1989 r., Górnoślązak i architekt. Wszystko, czego się dotknął, zamieniał na „górnośląskie”. Niewiele brakowało, a Teatr Śląski zostałby - Górnośląskim. Nawet jak jechał do mieszkańców zalewanej przez Odrę wsi, opowiadał o bogactwie górnośląskiego krajobrazu, zamiast o wałach ochronnych i regulacji rzeki. Swój Górny Śląsk widział ogromny. W gabinecie wojewody trzymał mapę Górnego Śląska, z włączonym obszarem czeskim.

Śląskie Gody, impreza sztandarowa

Związek Górnośląski był największą organizacją regionalną założoną w tamtym czasie. Skupiał w szczytowym okresie ponad 5 tys. członków, ale potem szeregi topniały. Prezes Franki twierdzi, że w 2014 roku składki zapłaciło około 1730 osób, ale dziś nie wie, jaki jest stan liczebny organizacji. - Jesteśmy w trakcie liczenia się - tłumaczy.

Po transformacji ustrojowej 1989 roku powrócił też syndrom śląskiej krzywdy i stał się m.in. wyznacznikiem regionalnej tożsamości. Na nim wyrosła także siła Związku Górnośląskiego. Po latach teza o tym, że władza czegoś Ślązakom nie dała lub coś im odebrała, tak bardzo już nie rezonuje. O krzywdach trzeba pamiętać, ale nie można się nimi karmić co dnia.

Śląskie Gody, jedna ze sztandarowych imprez, przypominała w tym roku odpust w niewielkiej parafii, który się szybciej skończył niż zaczął. Z dawnego rozmachu organizacyjnego, nawet trzydniowego, niewiele zostało. Nowoczesny regionalizm to jednak nie tylko rolada z kluskami i śląskie śpiewanie. Działalność ukierunkowana na zachowywanie i kultywowanie regionalnych wartości kulturowych jest jednym z jego elementów. Nowoczesny regionalizm to także działalność obywatelska, wyznaczanie szans i zagrożeń rozwoju społeczności regionalnej, to włączanie się w konstruowanie strategii ekonomicznych, redefinicja państwa centralistycznego. Jaki wpływ na władzę ma dziś Związek Górnośląski?

W wyborach samorządowych 1990 roku, a potem w następnych, miejsca we władzach wielu górnośląskich miast zdobywali właśnie kandydaci Związku Górnośląskiego. Tak było latami w Katowicach, Chorzowie, Zabrzu, Rudzie Śląskiej, Siemianowicach. Prezes Franki wskazuje dziś na prezydentów dwóch miast powiązanych ze Związkiem Górnośląskim: Mysłowic i Świętochłowic. W sejmiku śląskim nie ma ani jednego swojego reprezentanta.

W deklaracji ideowej czytamy, że Związek Górnośląski: „Jest organizacją niezależną od władzy politycznej”. Prezes Franki był asystentem posła Marka Plury i jest członkiem PO. Na ile został zakładnikiem własnej partii? Jego poprzednicy: Krzysztof Szyga czy Andrzej Stania też byli w PO.

Dr Tomasz Słupik, politolog z UŚ, przewiduje, że do sejmiku śląskiego kandydaci Związku Górnośląskiego wystartują z PO. Do władz miast już nie, bo będą się bali szyldu partyjnego. - W wyborach parlamentarnych Związek Górnośląski będzie próbował ustawić się w koalicji antypisowskiej, jego kandydaci dostaną miejsca na listach PO - dodaje dr Słupik. - Może dostrzegą swoje szanse w starcie do Senatu w okręgach jednomandatowych, ale wtedy już pod własnym szyldem. W latach 90. też jego działacze startowali do parlamentu z różnych partii, m.in. AWS-u czy Unii Wolności.

Prezes Grzegorz Franki deklaruje, że czuje się najpierw Ślązakiem, potem Polakiem. Trudno nie zauważyć jego ambicji politycznych i pewnie wystartuje do sejmiku śląskiego. Dziś wykazuje dużą aktywność, także w mediach społecznościowych - aspiruje do roli lokalnego celebryty.

Przez jakiś czas w Związku Górnośląskim upatrywano alternatywę dla RAŚ. W starciu z tym Ruchem dziś Związek przegrywa, choć kiedyś startował z pozycji siły. RAŚ ma elastyczną strukturę, mocnego lidera. Związek nie ma takich atutów i raczej torpedował próby połączenia regionalnych sił. Rada Regionalna, która skupiła teraz lokalne organizacje, nie ma większego znaczenia w publicznej przestrzeni.

Prezes Franki zarzeka się, że nie będzie rozmów o łączeniu z RAŚ i nie pójdzie do wyborów z Ruchem, co nie znaczy, że wyklucza jakąkolwiek współpracę z RAŚ. - Nie będzie wspólnych list do sejmiku śląskiego, ale na szczeblu powiatowym i gminnym wszystko jest możliwe. Będą to lokalne decyzje - wyjaśnia Franki. - Śląskowi jest potrzebna nowa siła wyborcza i nad takim projektem regionalnym pracujemy. Nie mamy takich ambicji politycznych, jak RAŚ. Nastawiamy się raczej na pielęgnowanie tradycji, ale chcemy uwzględniać w swojej ofercie wszystkie subregiony województwa śląskiego, a więc także Zagłębie, Częstochowę.

Z deklaracji ideowej wynika, że zadaniem Związku jest „upowszechnianie prawdy o Górnym Śląsku z poszanowaniem dorobku minionych wielonarodowościowych pokoleń tej ziemi oraz ludności napływowej z innych regionów kraju”. Za bardzo nie widać zaangażowania na rzecz innych środowisk?

Związek, ramię w ramię z RAŚ, walczy natomiast o prawne uznanie mowy śląskiej za język regionalny. - Wtedy będą większe pieniądze na edukację regionalną - mówi Franki.

Autonomia? Nie. Samorządność

W sprawie uznania Ślązaków za mniejszość etniczną nie jest radykalny. - Nie popieramy wprost, co nie znaczy, że jesteśmy przeciwni. Nie wszyscy Ślązacy uznają się za mniejszość narodową czy etniczną - wyjaśnia enigmatycznie. Natomiast zdecydowanie jest przeciwny mówieniu o autonomii, bo to słowo oparte na niezrozumiałych resentymentach, wręcz kojarzone teraz z separatyzmem. - Związek Górnośląski od początku opowiadał się za szeroko rozumianą samorządnością - dodaje.

Idee Związku Górnośląskiego wykuwają się w okazałej willi przy ulicy Stalmacha 17 w Katowicach, to dom Adama Kocura - przedwojennego prezydenta Katowic, powstańca śląskiego. Willę w 1992 roku Związek otrzymał w prezencie, w wieczyste użytkowanie. Dziś kasa Zarządu jest zasilana ze składek (złotówka od każdego członka), a także z wynajmu pomieszczeń. W willi Związku Górnośląskiego ma swoje biuro posłanka PO, jest tu także kancelaria prawna oraz biuro tłumaczeń.

Prof. Ewa Chojecka pisała w 1989 roku w propozycjach programowych Związku: „Każda organizacja warta jest tyle, ile warci są ludzie, którzy ją tworzą”. Regionalizm górnośląski potrzebuje swoich reprezentacji - to jasne. Związek Górnośląski na razie odcina kupony od przeszłości.

Samorządy dokładają się do Związku Górnośląskiego, choć strumień pieniędzy nie płynie tak wartko. Od 2012 roku Katowice przekazały w sumie 101 700 zł, m.in. na miesięcznik „Górnoślązak”, Dom Śląski, Izbę Pamięci H. Sławika, Śląski Turniej Debat Oksfordzkich. Chorzów przekazał 9,5 tys. zł w ostatnich dwóch latach na Śląskie Gody i „Górnoślązaka”.

Teresa Semik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.